Na naszych można liczyć…

Felieton [A daj pan spokój]

Żebyśmy się tylko jasno zrozumieli, bo nikt tu specjalnie świętością nie grzeszy. Zdarzało się i mnie pisać wiele przykrych rzeczy, które się wpisywały w „narrację Michnika”, jednak mam żelazne alibi. Nigdy, ale to nigdy, nie napisałem jednego słowa dla taniego poklasku czy pod wpływem presji. No i drugie kryterium, do którego publicznie się przyznaję. Bywa, że widzę mały bałagan w obozie władzy, jednak zagryzam wargi do krwi i milczę, aby nie dostarczać paliwa najgorszemu sortowi, szczególnie w trakcie kampanii wyborczej. Przed i po kampaniach zazwyczaj nadrabiam i znów nie zostawiam suchej nitki, gdy coś idzie w złą stronę. Krótko pisząc, w życiu nie skreślę przecinka, jeśli to miałoby w jakikolwiek sposób przyczynić się do wzmocnienia „tęczowej zarazy” i wszystkich pozostałych epidemii. W sprawie afery rozpętanej wokół marszałka Marka Kuchcińskiego mamy do czynienia z pełnym kompletem wymienionych okoliczności. Dziecko wie, że to „afera” na miarę dorsza za 7,50 zł
     
59%
pozostało do przeczytania: 41%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze