Na naszych można liczyć…

Żebyśmy się tylko jasno zrozumieli, bo nikt tu specjalnie świętością nie grzeszy. Zdarzało się i mnie pisać wiele przykrych rzeczy, które się wpisywały w „narrację Michnika”, jednak mam żelazne alibi. Nigdy, ale to nigdy, nie napisałem jednego słowa dla taniego poklasku czy pod wpływem presji. No i drugie kryterium, do którego publicznie się przyznaję. Bywa, że widzę mały bałagan w obozie władzy, jednak zagryzam wargi do krwi i milczę, aby nie dostarczać paliwa najgorszemu sortowi, szczególnie w trakcie kampanii wyborczej.

Przed i po kampaniach zazwyczaj nadrabiam i znów nie zostawiam suchej nitki, gdy coś idzie w złą stronę. Krótko pisząc, w życiu nie skreślę
[pozostało do przeczytania 48% tekstu]
Dostęp do artykułów: