Koniec szkodliwych mitów

Od czasu rozpoczęcia transformacji ustrojowej postępowała degradacja polskiej floty pod polską banderą. „Nie ma znaczenia, pod jaką banderą pływa statek, byle przynosił zyski” – mówili neoliberałowie. Prawda jest taka, że z chwilą, gdy ze statków znikała polska bandera, znikały również statki.

Polskie regulacje prawne dotyczące bandery pozostawały niezmienione od czasów PRL. Na efekty nie trzeba było długo czekać – w 1990 roku było blisko 250 statków i wszystkie pływały pod polską banderą. Dzisiaj jest ich pod nią zaledwie 21, a w żegludze międzynarodowej są tylko cztery. Profesor Witold Modzelewski szacuje, że utracone wpływy z powodu braku floty pod polską banderą kształtują się na poziomie 7 mld zł rocznie. Jeżeli pomnożymy tę sumę przez okres 30 lat, który minął od rozpoczęcia transformacji ustrojowej, otrzymamy… 210 mld złotych. „Luka banderowa” jest bliska luki VAT-owskiej! To, że znikła polska flota pod polską banderą, jest skutkiem braku polityki morskiej, ale wynika również z mitów na temat żeglugi, gospodarki morskiej i pracy marynarzy.

Mit pierwszy
Bandera jest narodową dumą, ale ma ona również znaczenie ekonomiczne. W sytuacji polskiego statku eksploatowanego pod wygodną banderą, takie wpływy jak podatek tonażowy, opłaty rejestrowe, w dużej mierze opłaty inspekcyjne, należności z tytułu obsługi formalno-prawnej zasilają budżet państwa wygodnej bandery, a nie państwa polskiego. Kapitał ma narodowość, analogicznie narodowość mają statek i bandera.

Mit drugi
Pierwsze skojarzenie, które niesie ze sobą określenie „wygodna bandera”, jest takie, że eksploatacja statku pod taką banderą jest korzystna dla armatorów. To prawda, ale oferta państw Trzeciego Świata, takich jak Liberia, Panama, czy też Bahamy lub Malta i Cypr (te dwa ostatnie są w UE) w postaci „wygodnej bandery” nie ma pobudek altruistycznych. Państwa te oferują takie warunki eksploatacji wyłącznie po to...
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: