Kryminalna telenowela?

Niewykluczone, że trzeci sezon hiszpańskiego serialu kryminalnego „Dom z papieru” najbardziej zostanie zapamiętany z krakowskiej hecy tuż pod nosem Jacka Majchrowskiego. W drugiej połowie lipca na tamtejszym Rynku Głównym, tuż obok rzeźby Igora Mitoraja „Eros Bendato”, stanęła wielka maska Salvadora Dali. Szybko się okazało, że to element promocji kolejnego sezonu serialu. Ktoś czegoś ponoć nie doczytał i obciążył Netflixa kwotą 247 złotych – jak za wystawienie rzeźby. A przecież chodziło o ponoć dwadzieścia razy droższą reklamę.

Wróćmy do serialu. Pierwszy sezon „Domu z papieru” intrygował pomysłem na „skok stulecia”. Przypomnijmy: mężczyzna, który pozbył się swej prawdziwej tożsamości, ukryty za pseudonimem „Profesor”, rekrutuje grupę ośmiorga przestępców o najróżniejszych umiejętnościach. Chce wraz z nimi napaść i ograbić hiszpańską mennicę. A gdy to się dokonuje – złodzieje nie uciekają, lecz biorą zakładników i dalej drukują pieniądze. To ostatnie jest właśnie ich głównym celem. Sam „Profesor” przedostaje się na zewnątrz i miesza szyki prowadzącym śledztwo.

Efektu zaskoczenia pomysłem wystarczyło na jeden sezon. W drugim napięcie już lekko siadło. A co do trzeciego, w którym ścigani bohaterowie próbują ułożyć sobie życie na nowo w przeróżnych zakątkach świata, to już rzecz gustu. Niemało osób ogląda „Dom z papieru” jak pyszną telenowelę kryminalną, pełną emocji godnych południowych Europejczyków. Trzeba też oddać twórcom filmu, że takie postaci jak „Profesor” (Álvaro Morte), włamywaczka i narratorka „Tokio” oraz serialowy zły duch „Berlin” (Pedro Alonso), w trzecim sezonie występujący już tylko w retrospekcjach, sprawiają, że rzecz chce się oglądać dalej.


Ocena: 4/6
„Dom z papieru”,
reż. Álex Pina, Hiszpania 2019 (Netflix)
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: