KLUBOWICZ

Mam wrażenie, że żyjemy w czasach, w których nie ceni się oryginalności. W telewizji na okrągło te same mutacje programów, tylko pod inną nazwą. Śpiew i taniec w różnorakich odsłonach. Podobnie w muzyce mamy wiele piosenek na jedno kopyto. Jeśli chodzi o książki, to pozwolę sobie na drobną prywatę. Dość długo szukałem wydawcy na moją nową książkę, a to dlatego, że marketingowcy nie mogli jej do niczego porównać. Mimo że to literatura przygodowo-sensacyjna, to jednak nie jest kopią powieści Clive’a Cusslera.

Zagadka nie jest żywcem wyjęta ze skandynawskich kryminałów i przeniesiona na grunt polski. Znalazła się jednak oficyna ceniąca to, że książka nie powstała metodą kopiuj-wklej i w październiku powieść będzie w księgarniach. Podobnie jest w sferze motoryzacji. Kolejne generacje samochodów upodabniają się do siebie. Najnowszy Ford Focus to moim zdaniem nieco brzydszy brat Kii Ceed, a Skodę Karoq trudno odróżnić od Seata Ateca. Rozumiem tę unifikację. Chcąc zarabiać, koncerny motoryzacyjne tworzą samochody, które trafią w jak najszersze spectrum klientów. Nie ma w tych autach żadnych fajerwerków stylistycznych, bo większość nabywców jest w stanie z nich zrezygnować, jeśli samochód ma być przez to tańszy. Tym bardziej mi miło, że przez cały zeszły tydzień jeździłem chyba najbardziej oryginalnym samochodem na polskim rynku. Każde Mini jest inne niż większość aut. Lecz Clubman jest oryginałem nawet wśród innych Mini. Trudno sklasyfikować już samą bryłę samochodu. Przedłużone nadwozie i stromo ścięty tył upodabnia Clubmana do kombi, lecz jeśli ktoś spodziewa się wielkiego bagażnika, to srodze się zawiedzie. 360 litrów pojemności wystarcza co prawda na codzienne zakupy, lecz na rodzinne wakacje będzie za mało. Trochę powierzchni luku bagażowego zabierają grubaśne drzwi otwierane na dwie strony. To sprytne i wygodne rozwiązanie. Niekiedy wystarczy otworzyć jedną część, żeby szybko coś wrzucić do kufra. Niestety, wadą tej konstrukcji jest to,...
[pozostało do przeczytania 54% tekstu]
Dostęp do artykułów: