Tęczowy zamordyzm

Co jakiś czas patrzę na szaleństwo, które rozpoczęło się od zdjęcia na naszym profilu w mediach społecznościowych. Jeszcze kilka dni przed ukazaniem się najnowszego numeru naszego tygodnika największym problemem w Polsce okazała się naklejka z przekreśloną tęczą. Portal Michnika porzucił – zapewne na moment – swoje biadolenie nad zmianami klimatu i czerwonymi literami grzmiał, że świat krytykuje naklejkę „GP”.

Wiceprezydent stolicy przez kilkadziesiąt godzin zdawał się zajmować tylko nią. Zażądał, by państwo zarekwirowało nakład naszego tygodnika, nas wsadziło do więzienia. Obłęd. Ale mogą być Państwo pewni, że żadni działacze LGBT, wulgarni faceci obscenicznie poprzebierani w kobiece ubrania i paradujący ulicami miast, bluźniercy profanujący obraz Matki Boskiej Częstochowskiej i napadający na świątynie, seksedukatorzy, wedle których uczenie przedszkolaków technik masturbacji i wskazywanie pozytywów płynących z homoseksualizmu to dowód na wysoki poziom rozwoju społecznego, ani nas nie powstrzymają, ani nie przestraszą. Nie mamy nic przeciwko ich prywatnym wyborom. Niech żyją, jak chcą. Mają do tego prawo. Ale nie mają prawa terroryzować swoimi preferencjami i podnietami innych. Nie mają prawa zastraszać katolików, domagać się, by instytucje państwa zabraniały wyrażania krytycznych wobec nich opinii, by firmy zwalniały z pracy za cytowanie Starego Testamentu. Strefa wolna od LGBT to strefa wolna właśnie od tęczowego zamordyzmu. Od cenzury wzorowanej na rozwiązaniach rodem z totalitaryzmów. Warto spojrzeć na szaleńcze ataki z powodu naklejki również w kontekście nadchodzących wyborów. Paweł Rabiej to polityk Koalicji Obywatelskiej. Kilka tygodni temu zapowiadał, że celem jego formacji jest stopniowe – krok po kroku – uznawanie par homoseksualnych najpierw za formalne związki, później za małżeństwa, a na końcu za małżeństwa uprawnione do adopcji czyichś dzieci. Widać, że to nie wszystko. W planach jest jeszcze wprowadzenie cenzury i...
[pozostało do przeczytania 0% tekstu]
Dostęp do artykułów: