Opozycja nie ucieknie przed LGBT

Celem działania, którego dziś doświadczamy ze strony Timmermansa czy TSUE, jest wypracowanie mechanizmów ingerowania w sprawy wewnętrzne państw UE uznawanych przez największych graczy za mniej znaczące. To naprawdę bardzo niebezpieczne. Nikt przecież nie powiedział, że one mają się ograniczyć tylko do sądownictwa. Kreatorom dyscyplinowania państw członkowskich poprzez orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości za jakiś czas może przecież zależeć na działaniach na innych polach: gospodarczych, obronnych. Może za jakiś czas TSUE będzie rościł sobie prawo do określania liczebności armii poszczególnych państw członkowskich i określania, jak mają być zorganizowane, jaką broń posiadać? Dlaczego nie? Wyjaskrawiam ten problem, by był bardziej zrozumiały. Przed nami, ale także przed innymi krajami, które potencjalnie mogą znaleźć się na celowniku zainteresowania Trybunału, jest odpowiedź na zupełnie kluczowe pytanie: jak traktować orzeczenia, które nie mają umocowania traktatowego? – mówi Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości i lider Solidarnej Polski. Rozmawiają Katarzyna Gójska i Tomasz Sakiewicz

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej głosem swojego rzecznika zakwestionował kluczowe przepisy reformy sądownictwa w Polsce.
Cały czas pojawia się pytanie o granicę ingerencji instytucji unijnych w system prawny państw członkowskich. Nawet gdyby mikroskopami elektronowymi szukać w traktatach zapisów o tym, że TSUE jest właściwy do oceny organizacji wymiaru sprawiedliwości krajów Unii Europejskiej, to się ich nie znajdzie. Bo ich po prostu nie ma. Równie wielkim niepowodzeniem skończyłyby się poszukiwania regulacji wskazujących sędziów jako tych, którzy są uprawnieni do wskazywania, kto może dołączyć do tej grupy zawodowej, a kto nie. To są bajki serwowane polskiej opinii publicznej, żeby ją zmanipulować, wprowadzić w błąd i dzięki temu odnieść korzyści. Ale z oceny rzecznika generalnego Trybunału wyziera coś więcej. To...
[pozostało do przeczytania 89% tekstu]
Dostęp do artykułów: