Super-Przegrywy na wolny wieczór

„Jesteśmy jak Liga Sprawiedliwości” – woła jeden z bohaterów „Doom Patrol” i wszystkie możliwe fantastyczne światy wybuchają śmiechem. To nie są superbohaterowie. To Super-Przegrywy, jeśli wolno użyć tego młodzieżowego zwrotu. Jest ich pięcioro: Elasti-Woman, Crazy Jane, Robotman, Negative Man i Cyborg. Mają oczywiście swojego opiekuna, naukowca, doktora Nilesa Cauldera.

„Doom Patrol”, spin-off serialu „Titans”, od niedawna można w Polsce obejrzeć na HBO. Wyprodukowali go Jeremy Carver Productions, Berlanti Productions, DC Entertainment oraz Warner Bros. Nawet laik wie, że w tej kategorii konkurencja jest duża, amerykańscy komiksowi superbohaterowie łączą się we wszelkie możliwe konstelacje. I trudno w tym wypadku mówić o klasycznej fantasy i fantastyce. Postmodernizm jest marną filozofią, ale świetnie sprawdza się w popkulturze: gra konwencją, mruganie okiem do odbiorców, zabawa gatunkami pozwalają rozbawić widza, a czasem sprowadzić nań nieoczekiwane zamyślenie.
„Doom Patrol” potrafi być akuratny. Są cholerni niemieccy naziści, bo Amerykanie uwielbiają ten wątek w (post)komiksowym uniwersum. Jest typowa amerykańska rodzina, choć jej dramaty są mocno politycznie poprawne. Są małżeństwa celebrytów w kryzysie i bywalczynie kozetek psychoterapeutów. Mężczyźni po przejściach, kobiety z przeszłością, choć trochę inni niż my, bo on przypomina Blaszanego Drwala, a ona nie panuje nad swoimi kilkudziesięcioma osobowościami. A wszystko to mocno ironiczne i dość wartkie. Jak znalazł, żeby się po prostu rozerwać. Do tego dużo rock’n’rolla. Nie udawajcie, że macie ochotę na coś ambitnego, liga nieudaczników na wieczór jest w sam raz.

Ocena: 4/6
„Doom Patrol”,
reż. Zack Snyder, USA 2019
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: