Atak husarii – klęska „moskwiczinów” i Prusaków

W tych wyborach PiS został wzięty w dwa ognie. Z lewej szedł walec Koalicji Europejskiej, a z prawej, przy pomocy całkowicie zdezorientowanej młodzieży, rozwalano najtwardszy okop obozu patriotycznego. Uderzenie poszło też na zaplecze duchowe tego obozu, czyli Kościół. Obóz patriotyczny, choć przez chwilę jego szeregi zachwiały się, pozbierał się i wykonał kontratak na miarę słynnych uderzeń husarii w XVII wieku. Przeciwnik poszedł w rozsypkę, a straty są tak ogromne, że musi przemyśleć swoją taktykę.

Pewnie nie wszyscy bohaterowie tej bitwy dadzą się upodobnić do literackich postaci z powieści Henryka Sienkiewicza, choć „Mały Rycerz” jest jak znalazł – mężny i sprytny. Poprowadził kluczowy atak. Premier Mateusz Morawiecki, wzrostem podobny do Longinusa Podbipięty, na szczęście czystości nie ślubował, a głów ściął nawet więcej. Za Jana Skrzetuskiego musiałaby tu wystąpić Beata Szydło, która sama tyluż wrogów nacięła, że starczyłoby za cały oddział.
Niezależnie od historycznych analogii wielką bitwę obóz patriotyczny rozegrał, a jej losy nie były do końca pewne. PiS został zaskoczony atakiem na Jarosława Kaczyńskiego, Mateusza Morawieckiego, skalą strajku nauczycieli, potężnym uderzeniem w Kościół i wreszcie oskarżeniem o sprzedanie Polski Żydom. Zaatakowano dowódców, zaplecze i „wojsko”. Łatwo w tej sytuacji było popełnić błąd, część po prostu zwątpiła, a byli i tacy, którzy grali na dwie strony, szczególnie przy ataku prawicy moskiewskiej.

Najpierw zaatakowano kluby „GP”
Od wielu miesięcy byliśmy alarmowani przez szefów klubów „Gazety Polskiej”, że w terenie dzieje się coś poważnego. Do naszych klubowiczów docierano na różne sposoby, próbując ich przekonać, że PiS sprzedaje Polskę Żydom, ustępuje we wszystkim UE, a wojska USA są tylko po to, żeby bronić interesów Izraela. Jeżeli nie chcieli się podporządkować, atakowano ich najbrutalniej, jak się da, nie cofając się przed kryminalnym szantażem i...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: