Mniej może znaczyć więcej

W dzisiejszych czasach przedsiębiorca musi być także miłośnikiem czytania. Bynajmniej nie dlatego, że dobra lektura ubogaca i czyni nas bardziej wrażliwymi na świat. W tym wypadku powód jest zupełnie inny. Chodzi nie o literaturę piękną czy klasyków filozofii, lecz o ustawy i inne regulacje, które trzeba znać, aby móc prowadzić własny biznes. Od lat jest ich coraz więcej i są coraz bardziej skomplikowane. Pierwsza lepsza ustawa podatkowa to księga, przez którą przebrnąć mogą tylko najwytrwalsi entuzjaści słowa pisanego.

Dla jasności nie twierdzę, że możliwe jest spisanie regulacji gospodarczych na jednej kartce. To nie ten świat i nie te czasy. Nawet nasze członkostwo w Unii Europejskiej byłoby tu przeszkodą, wiele dyrektyw unijnych to rozległe dokumenty, a przecież nie mamy obecnie wyjścia i musimy implementować ich treść do naszego porządku prawnego. Jednak alternatywą dla utopii prawa spisanego na jednej kartce nie muszą być tysiące stron bełkotu legislacyjnego, niepojętego dla większości społeczeństwa. Prawo nigdy nie będzie tak proste, jak o tym marzymy, ale nie musi być też skomplikowaną gmatwaniną zajmującą setki stron usianych paragrafami, ustępami itp.

To jednak bardzo trudne zadanie, aby osiągnąć optimum, z jednej strony uregulować to, co uregulować trzeba, z drugiej nie zabrnąć w słowotok ujęty w niezrozumiałych terminach prawa stanowionego. Z tym problemem zmierzyć się trzeba także przy okazji jednego z najbardziej ważkich aktów prawnych ostatnich lat. Chodzi o prawo zamówień publicznych, czyli podwalinę pod idące w setki miliardów złotych wydatki państwa. Zamówienia to potężny i skomplikowany system, to regulacje ustawowe, orzecznictwo krajowej izby odwoławczej oraz sądów powszechnych. To także prawo europejskie. Innymi słowy, bezmiar, któremu nadać trzeba formę.

Prace nad nową ustawą o zamówieniach trwają od  miesięcy i powoli zmierzają do finiszu. Czeka na nią wiele sektorów polskiej gospodarki,...
[pozostało do przeczytania 39% tekstu]
Dostęp do artykułów: