Mit wykorzystywania 10 procent możliwości umysłu

Za nami wybory. Piszę ten tekst, nie znając ich wyników. Państwo je znają, ale emocje już chyba nieco ostygły. Posłuchajcie zatem tej krótkiej opowiastki.

Wśród uczestników warsztatów rozlosowano koperty. Były w nich dane nieznanych kursantom osób. Andrzej poznał imię i nazwisko kobiety. Miał zdiagnozować, na co choruje. Ustawił gałki oczne w pozycji, którą zalecał prowadzący. Umieścił język na podniebieniu tak, jak uczono go wcześniej. Zaczął wprowadzać się w stan, który już dzień wcześniej zaczęło mu się udawać osiągnąć. Zapisał to, co „zobaczył” w głębi siebie. Diagnoza okazała się trafna. W drugiej kopercie, którą otworzył po zapisaniu swoich wizji, przeczytał: chora wątroba i zatoki. Dokładnie to samo widział. Nie chciało mu się w to wszystko wierzyć. Ale większość obecnych w auli uczestników kursu kontroli umysłu według Silvy było zdumionych tak jak on – metoda okazała się skuteczna!

Kurs doskonalenia umysłu. Po jakimś krótkim, niezbyt rzucającym się w oczy rytuale odprawionym przez prowadzącego, który w jego trakcie trzymał dłoń na ramieniu uczestnika, zwykli ludzie wchodzą na rozżarzone węgle. I nie mają poparzonych stóp.

Podobnie zadziwiające rzeczy dzieją się na warsztatach z „widzenia aury”, kursach fotograficznego czytania, synchronizacji półkul mózgu. Ludzie odczytują cudze myśli, potrafią poznać zakryte cyfry, znają treść widzianej przez sekundę strony książki.
Jak to się dzieje? Czemu nie wykorzystujemy tego w szkołach? Dlaczego boczy się na te „osiągnięcia” współczesna nauka?

W latach 60. ubiegłego wieku zaczęto bardzo usilnie promować przekonanie, że współczesna cywilizacja stłumiła w ludziach niesamowite zdolności. W kalifornijskim Esalen powstał nawet Ruch Ludzkiego Potencjału. W tym jednym z dwóch obok Findhorn najważniejszych ośrodków przygotowujących New Age gościli m.in. Aldous Huxley, Ken Kesey, J.B. Rhine, Carlos Castanada i Paul Tillich. Esaleńska kuźnia idei...
[pozostało do przeczytania 34% tekstu]
Dostęp do artykułów: