Medialny krajobraz po bitwie (i przed kolejną)

Czy w Polsce mamy obiektywne, informacyjne media? Odpowiedź wymaga dłuższego namysłu i… brzmi: raczej nie! O czym to może świadczyć? Na pewno o tym, że właśnie teraz przeżywamy jeden z największych kryzysów polskiego dziennikarstwa.

Inny wniosek jest jeszcze bardziej smutny: coraz większą rolę w polskim życiu społecznym odgrywają właściciele mediów, ich klientami stają się politycy, a dziennikarze pełnią u nich jedynie rolę najemnych posługaczy, którzy muszą tańczyć tak, jak im medialny kapitał zagra.
Czy nie jest to konstatacja zbyt brutalna? Dobrze, urządźmy sobie zatem krótki przegląd polskiego rynku medialnego i poszukajmy na nim niezależnych, posiadających własne zdanie komentatorów i reporterów.

Media publiczne
Prawo i Sprawiedliwość było mocno wspierane także przez dziennikarzy, którzy mieli już dość upolitycznienia mediów publicznych w czasach rządów koalicji PO-PSL, kiedy na antenach publicznych mediów mogli gościć jedynie ci, którzy byli krytycznie nastawieni do poglądów konserwatywnych i niepodległościowych. Z PiS niezależni dziennikarze wiązali wielkie nadzieje na odnowę misji mediów publicznych i powrót standardów, które sprawią, że cały polski rynek medialny stanie się bardziej przyzwoity i prawdomówny. Niezależny dziennikarz to jednak stworzenie wybitnie niewygodne dla polityków, nigdy nie wiadomo, kiedy natrafi na sprawę, która może skompromitować obóz władzy. Dlatego PiS, po początkowych uśmiechach wobec dziennikarskiej donkiszoterii, szybko pokazał jej miejsce w szeregu. Szczególnie w telewizji publicznej stało się to jaskrawo widoczne. Najpierw zniknęli z wizji propagandyści PO, PSL i SLD – co wydawało się zrozumiałe, ale potem zabrakło miejsca także dla niektórych prawicowych dziennikarzy. Doszło nawet do tego, że prezes telewizji publicznej zaczął (oczywiście trudno go w tym wypadku złapać za rękę, ale fakt jest tajemnicą poliszynela) wydawać nieformalne zakazy zapraszania do...
[pozostało do przeczytania 66% tekstu]
Dostęp do artykułów: