Piekło na ziemi

Tancerka brzucha szuka swojego syna, dwie niefrasobliwe kobiety chcą wyjść za mąż za wspaniałych mężczyzn, matka dwóch synów ucieka przed karą za zabicie niewiernego męża, chirurg pragnie odnaleźć swoje ideały… Oto rekruci Państwa Islamskiego, którzy lądują w zajętym przez ISIS mieście w Syrii. Ale zamiast obiecanej sprawiedliwości i prawdziwego islamu dostają krainę, w której kwitną pedofilia, handel narkotykami oraz masowe krwawe mordy. Tu można zostać zabitym za palenie papierosów, za posiadanie w domu pianina albo gitary, za perfumy, za szminkę… Tak wygląda życie w reżimie, który chce opanować cały świat.

Arabski serial „Black Crows” (Czarne Kruki), który można obejrzeć na platformie Netflix, jest jak podróż do piekła, które jest tuż obok nas, dzieje się w XXI wieku przy kompletnym (celowym?) milczeniu świata. Z jednej strony jest tu bezwzględność i obłuda tych, którzy ciągle mówią o raju i śmierci w imię Boga, z drugiej – naiwność rekrutów i bezsilność zwykłych mieszkańców, którzy swoje zwyczajne życie muszą dostosować do wymogów kalifatu.

Autorzy serialu, nie bacząc na polityczną poprawność, ujawniają mechanizmy działania ISIS, organizacji gorszej niż najbezwzględniejsza mafia. Ich źródła dochodu pochodzą głównie z handlu ludzkimi organami (dlatego chirurg jako rekrut jest tam mile widziany) lub z produkcji narkotyków, do której wykorzystuje się dzieci. Zresztą dzieci wcielone do ISIS jako „lwiątka kalifatu” i po totalnym praniu mózgów są już nie do uratowania. Uczone, jak bez mrugnięcia okiem podrzynać gardła niewiernym, cieszą się, kiedy dostają prawdziwe pistolety, bo wpojono im, że „kule są szybsze niż ludzie”. Ta zbrodnia na dziecięcej niewinności mrozi krew w żyłach. „Czarne Kruki” to wiele scen, które dla nas, Europejczyków żyjących w spokojnym świecie, mogą być szokiem. Nic dziwnego, że za ukazanie tej prawdy twórcy serialu do dziś otrzymują pogróżki i muszą być pod stałą ochroną.

Ten serial to „...
[pozostało do przeczytania 11% tekstu]
Dostęp do artykułów: