Małgorzata Wiankowska

Podobno nie chwali się dnia przed zachodem słońca. Ale co zrobić, kiedy już o poranku wiedzą Państwo, że to będzie świetny dzień? Tak jest w wypadku miniserialu „Czarnobyl”, który niedawno miał swoją premierę w HBO. Historia wybuchu elektrowni atomowej w schyłkowym okresie Związku Radzieckiego może być nie lada wyzwaniem. Zwłaszcza, że powstało na ten temat już parę filmów (na przykład „Znieważona ziemia” Michale Boganim), dokumentów, a nawet sztuk teatralnych („Czarnobyl – cztery dni w kwietniu”. Scena Faktu Teatru TVP). Jednak produkcja HBO dosłownie wciska w fotel już od pierwszego odcinka. Groza sytuacji, bohaterstwo zwykłych ludzi oraz pycha i ignorancja aparatczyków partyjnych... Przecież wszyscy pamiętamy tę historię sprzed 33 lat! Znamy te potworne obrazy, smak płynu Lugola i...
Tancerka brzucha szuka swojego syna, dwie niefrasobliwe kobiety chcą wyjść za mąż za wspaniałych mężczyzn, matka dwóch synów ucieka przed karą za zabicie niewiernego męża, chirurg pragnie odnaleźć swoje ideały… Oto rekruci Państwa Islamskiego, którzy lądują w zajętym przez ISIS mieście w Syrii. Ale zamiast obiecanej sprawiedliwości i prawdziwego islamu dostają krainę, w której kwitną pedofilia, handel narkotykami oraz masowe krwawe mordy. Tu można zostać zabitym za palenie papierosów, za posiadanie w domu pianina albo gitary, za perfumy, za szminkę… Tak wygląda życie w reżimie, który chce opanować cały świat. Arabski serial „Black Crows” (Czarne Kruki), który można obejrzeć na platformie Netflix, jest jak podróż do piekła, które jest tuż obok nas, dzieje się w XXI wieku przy kompletnym...