Płyn Lugola – ruska coca cola

Podobno nie chwali się dnia przed zachodem słońca. Ale co zrobić, kiedy już o poranku wiedzą Państwo, że to będzie świetny dzień? Tak jest w wypadku miniserialu „Czarnobyl”, który niedawno miał swoją premierę w HBO. Historia wybuchu elektrowni atomowej w schyłkowym okresie Związku Radzieckiego może być nie lada wyzwaniem.

Zwłaszcza, że powstało na ten temat już parę filmów (na przykład „Znieważona ziemia” Michale Boganim), dokumentów, a nawet sztuk teatralnych („Czarnobyl – cztery dni w kwietniu”. Scena Faktu Teatru TVP). Jednak produkcja HBO dosłownie wciska w fotel już od pierwszego odcinka. Groza sytuacji, bohaterstwo zwykłych ludzi oraz pycha i ignorancja aparatczyków partyjnych... Przecież wszyscy pamiętamy tę historię sprzed 33 lat! Znamy te potworne obrazy, smak płynu Lugola i kłamstwo, z którym od początku była związana ta tragedia. A jednak ten serial ogłada się z wstrzymanym oddechem i mocno zaciśniętymi dłońmi. Przerażają sceny walczących z ogniem i niczego nieświadomych strażaków czy rodzin z dziećmi, którzy podziwiają dziwną łunę nad płonącą elektrownią. Ilu z nich przeżyło? Ilu zachorowało? A może szczęście mieli ci, którzy umarli od razu... Te pytania są nieuniknione. Tym bardziej że to wyjątkowo realistyczny obraz tamtych dni, przy dobrze oddanym klimacie komunizmu i świetnym aktorstwie. Tak w skrócie można podsumować „Czarnobyl”. I chociaż trochę przeszkadza język angielski (gdyby udało się to wszystko nakręcić po rosyjsku, wyszłoby bardziej autentycznie), to i tak chapeau bas dla HBO. Tutaj nawet znajomość końca tej tragicznej historii w niczym nie przeszkadza. Szkoda tylko, że odcinków tak mało...

Czarnobyl
Johan Renck
USA, Wielka Brytania 2019
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: