Brudziński się nie nadaje

Felieton [A daj pan spokój]

Gdzieś w tle wszystkich politycznych sensacji, rewelacji oraz nudnych rytuałów trwa przedwczesny casting na nowego prezesa Prawa i Sprawiedliwości. Kandydatów nie ma zbyt wielu, a jak już się ujawnią, to szybko się zużywają. W ciągu czterech lat taki los spotkał Beatę Szydło, Andrzeja Dudę i Patryka Jakiego, choć ten ostatni chyba sam nie wierzył, że może zajść tak daleko. Na placu boju pozostali dwaj zawodnicy, jeden to Mateusz Morawiecki, faworyt Jarosława Kaczyńskiego, o co miałem wiele pretensji i nadal nie jestem pewien, czy topienie Beaty Szydło było konieczne. Drugi to Joachim Brudziński, który mógłby ewentualnie, w razie czego, na okoliczność… Żartuję sobie niewybrednie, bo i nic poważnego w tej kandydaturze nie widzę. Następcą prezesa Jarosława Kaczyńskiego – oby to nastąpiło jak najpóźniej – może być tylko polityk z pełnym poparciem żelaznego elektoratu PiS. Od początku z tym problemem zmaga się Morawiecki, a startował z naprawdę fatalnej pozycji, doradcy
51%
pozostało do przeczytania: 49%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gazetapolska.pl

W tym numerze