Państwo, w którym nie działa e-mail

Katastrofa, której nie widać

Jest 10 kwietnia 2010 r. Minister Radosław Sikorski dowiaduje się o katastrofie w Smoleńsku. Jego przerażenie nie powinno budzić naszych wątpliwości – minister jest szczerze przejęty. Prosi o pełną listę pasażerów. Jest tylko jeden kłopot, nie ma jak jej przesłać ministrowi, bo od poprzedniego dnia nie działają w ministerstwie skrzynki mailowe.

Materiału do diagnozowania stanu polskiego państwa jest wiele. Zacząć jednak warto od tego przytoczonego wyżej. W ujawnionych rozmowach Sikorskiego z Centrum Operacyjnym MSZ jak w pigułce znalazło się wszystko, czego chcielibyśmy dowiedzieć się o państwie, ale najczęściej boimy się zapytać. Bo czy oglądając efektowne materiały pokazujące sprawność naszej armii, możemy sobie wyobrażać, że państwo tak naprawdę nie działa i że w jednym z najtrudniejszych dla współczesnej Polski momentów zawodzi elementarne narzędzie komunikacji? Co można o takim państwie powiedzieć? Pewnie to, że ono samo jest katastrofą. Taką na miarę Smoleńska.

Droga, szkoła, szpital

Na użytek dalszych rozważań zacznijmy od krótkiego przeglądu.

Trzy obszary zarządzania państwem miały być chlubą rządu Tuska: komunikacja, edukacja i służba zdrowia. Trzy dziedziny, które przez poprzednie rządy były rzeczywiście zaniedbywane. Po ponad 20 latach pod względem samodzielności Polska nadal nie jest skomunikowana. Wieloznaczność słowa „komunikacja” niech nas nie zmyli: nasz kraj jest nieskomunikowany, jeśli idzie o drogi i nowoczesne linie kolejowe, ale jest także nieskomunikowany pod względem informatycznym.

Oczywiście mantruje się, że autostrady są potrzebne, tworzy się plany i ogłasza przetargi. Póki co jednak powstają dopiero pierwsze spójne odcinki Wschód–Zachód. O kluczowym ze względu na naszą podmiotowość transporcie Północ–Południe można tylko pomarzyć. Z północnej Polski do południowej najlepiej się jedzie przez Niemcy.
...
[pozostało do przeczytania 67% tekstu]
Dostęp do artykułów: