Chaplin w spódnicy

Aktorka komediowa jest dobrem rzadkim. W odróżnieniu od mężczyzn komików liczba kobiet, które można zaliczyć do tego gatunku, jest mizerna. Owszem, bywają aktorki dramatyczne obsadzane w komediach (jak Barbara Krafftówna czy Barbara Rylska), ale te, które oddały się śmieszeniu bez reszty i w dodatku nigdy nie przekroczyły granicy dzielącej sztukę od szmiry, można policzyć na palcach jednej ręki – przed wojną Ćwiklińska, dziś Śleszyńska, w międzyczasie Irena Kwiatkowska, której Marcin Wilk poświęcił właśnie pracę „Żarty się skończyły”.

Opisuje w niej długie, blisko stuletnie życie aktorki. Postacie komediowe odgrywają w teatrze przeważnie role drugoplanowe. Ale nie pani Irena – ona zawsze skupiała na sobie uwagę – czy jako Hermenegilda Kociubińska w kabarecie Siedem kotów Gałczyńskiego, hrabina Tyłbaczewska u Starszych Panów, kobieta pracująca w „Czterdziestolatku” czy Ciotka w radiowych skeczach Marii Czubaszek. Niezmiennie wywołująca salwy śmiechu, czasem wzruszająca. Autor dysponując pamiętnikami artystki, ukazuje ją jako podlotka, który bardziej sekretne przemyślenia notuje w swoim dzienniczku po francusku, dalej jako sanitariuszkę w Powstaniu Warszawskim czy dziennikarkę radiową zaraz po wojnie. Wspomina młodzieńcze zauroczenia i małżeństwo z Bolesławem Kielskim (zapamiętanym jako prezenter „Kółka i krzyżyka”) i wczesną decyzję, żeby nie mieć dzieci. Na starość kapitał miłości przeleje na rodzinę swojej bratanicy, Krysi. Pracowita, skromna, sumienna stanowiła zaprzeczenie gwiazdy. A przecież nią była. I to pierwszej wielkości.


Marcin Wilk
„Kwiatkowska. Żarty się skończyły”
ZNAK, Kraków 2019

 
[pozostało do przeczytania -3% tekstu]
Dostęp do artykułów: