Stara miłość nie rdzewieje?

Wesele to obraz rodzin, społeczeństwa, narodów – tego, jak sami się widzą i co wolą ukryć. Tak było u Wyspiańskiego i – niestety – Smarzowskiego. Coppola dużo powiedział o Ameryce w scenach weselnych „Ojca chrzestnego”. Farhadi, oscarowy Irańczyk pracujący z Francuzami, Włochami, teraz postawił na Hiszpanię, realizując własny scenariusz, na który miał ochotę sam Almodovar.

Farhadi robi kino problemowe, o rozpadających się związkach, niszczących je tajemnicach, kłamstwach. Wesele, podczas którego zostanie porwana córka gościa honorowego, to wypisz, wymaluj jego genre. Almodovar zrobiłby z tego farsę, krzykliwy dramat. Ale i Farhadi zmienił wzór, zło przychodzi tym razem z zewnątrz.

I z przeszłości bohaterów, której inni nie chcą zapomnieć. Ba, uznali, że mogą na niej zarobić. Laura (Penelope Cruz) wracając do Hiszpanii na wesele siostry, jest taksowana przez wszystkich. Jej mąż szpanuje, jej były kochanek Paco (Bardem), kiedyś pracowity parobek, przejął dobra rodziny. Jej piękna córka Irene wszczyna szczenięcy flirt z miejscowym chłopakiem. Gaśnie światło, a kiedy znów zapłonie, dziewczyny nie ma. Przyjdzie potem list/wycinanka od porywaczy, którzy zabraniają kontaktów z policją.

Film, zaczęty piękną sceną z młodymi na wieży kościelnej i gołębiami dostającymi się do wnętrza, zamienia się w duszny, prowincjonalny kryminał. Wychodzą na jaw skrywane zaszłości, porwana jest biologiczną córką Paco. Mąż Laury to bankrut, ale Paco pewnie ma kasę. Przeszłość krzyżuje się tu z urazą socjalną. Ale mogłoby się skończyć pyskówką przy butelce albo drzemką pod stołem, a nie kidnapingiem.

Farhadi wymyślił film o porwaniu, bo podróżując po Hiszpanii, zobaczył plakaty z wizerunkiem zaginionego chłopca. Gazeta „El Mundo” ogłosiła teraz jego obraz najbardziej hiszpańskim filmem roku. OK, ale to jednocześnie film uniwersalny.

Wszyscy wiedzą
Asghar Farhadi
Hiszpania/Francja/Włochy 2018
[pozostało do przeczytania -3% tekstu]
Dostęp do artykułów: