EKO KOŃ

Moja mama wychowała się na wsi. Pamięta doskonale, jak będąc dziewczynką, wybierała jajka kurom, a jej tata (mój dziadek) dwa razy w roku robił domowe wędliny, salcesony i kaszanki. Dziadek i sąsiedzi nie mieli traktorów. Przy pracach polowych pomagały konie, więc nie było żadnego smogu. Dlatego dzisiejsze czasy wydają się mamie dziwne.

Bo te zwyczajne, proste rzeczy, które ona pamięta z dzieciństwa, stały się luksusem. Wiejskie jajka czy wędliny są przedmiotem pożądania. Rzeczywistość sprzed kilkudziesięciu lat dziś jest modą, niekiedy ocierającą się o snobizm. Nie krytykuję tego, jedynie zauważam. Sam niekiedy przywożę od ciotecznej siostry jaja kur biegających po jej podwórku. A wtedy jajecznica pachnie i smakuje zupełnie inaczej niż ta z hipermarketowych jaj. W ten eko trend doskonale wpisuje się samochód, którym miałem okazję jeździć. To Lexus CT 200h. Japończycy dość inteligentnie pozycjonują swoje samochody. Reklamy „Stop Smog, Go Hybrid” definiują posiadaczy Lexusów jako kierowców świadomych i niezanieczyszczających środowiska. Można by pomyśleć, że z rury wydechowej modelu CT 200h wydobywa się czyste powietrze, gdyby nie fakt, że samochód ten w ruchu miejskim spala około 5 litrów benzyny. To niedużo, lecz Kia Niro też to potrafi, a Mini Countryman Cooper SE, czyli hybryda typu plug in, jest jeszcze lepsza. Zaletą Lexusa w obecnej chwili jest jednak fakt, że jak na auto premium jest do kupienia w dość atrakcyjnej cenie. Lecz czy rzeczywiście to klasa premium? Japończycy nie szczędzą pochwał swojemu autu. Podobno produkcję każdego CT 200h nadzoruje mistrz Takumi, który sprawdza, czy auto spełnia rygorystyczne normy jakościowe. Otóż chciałbym zauważyć, że na rynku są samochody, które nie mają w sobie szlachetnych genów motoryzacyjnych, a poziom wykonania nie odbiega zbytnio od Lexusa. Ponadto napęd hybrydowy tegoż modelu ma już ładnych parę lat. W tej dziedzinie postęp nie jest tak szybki jak w telefonach komórkowych, jednak...
[pozostało do przeczytania 54% tekstu]
Dostęp do artykułów: