Krótka historia walki z luką VAT

„W budżecie nie ma pieniędzy”, „To prosty plan na katastrofę gospodarczą”, „Zmierzamy w kierunku Grecji” – to typowe komentarze części ekonomistów do tzw. piątki Kaczyńskiego. Są w zasadzie takie same jak cztery lata temu do socjalnej części programu.

Wizja ruiny finansów publicznych i załamania gospodarki była cztery lata temu jednym z filarów narracji „straszenia PiS-em”. Wielu liberalnych ekonomistów i publicystów tłumaczyło, dlaczego świadczeń 500+ nie należy wprowadzać i dlaczego podwyższony przez rząd Donalda Tuska wiek emerytalny (do 67 lat dla kobiet i mężczyzn) trzeba utrzymać. Podstawowym argumentem były oczywiście pieniądze. W budżecie ich nie ma, a skoro tak, to państwo będzie musiało zaciągać coraz więcej długów, co skończy się kryzysem finansowym i koniecznością żebrania w Brukseli o program ratunkowy. Krytycy różnili się tylko w ocenie, kiedy do tego upadku dojdzie. Co bardziej zapalczywi twierdzili, że już w 2016 roku, ci umiarkowani – że w roku 2017. Zapewnienia, że pieniądze na sfinansowanie programu się znajdą dzięki uszczelnieniu systemu podatkowego, puszczano mimo uszu.

Katastrofa, której nie było
PiS przejął rządy jesienią 2015 roku, już w kwietniu 2016 roku ruszył program 500+, a pół roku później przywrócono wiek emerytalny do poprzedniej wysokości: 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn. Opozycja i jej medialni harcownicy podgrzewali atmosferę, w czym pomogła agencja ratingowa S&P, która już w styczniu 2016 roku obniżyła ocenę Polski. Nie tłumaczyła tego kwestiami gospodarczymi. Od tego momentu oczekiwanie na ogłoszenie następnego ratingu przez kolejną agencję poprzedzone było budującym napięcie spektaklem medialnym, z wizją upadku polskiej gospodarki w roli głównej i pointowane udawanym westchnieniem ulgi: „Uffff… tym razem jeszcze się udało” (inne agencje nie obniżyły ocen).
Z niechęcią, a co najmniej z dużą rezerwą, liberalne media z „Gazetą Wyborczą” i TVN na czele...
[pozostało do przeczytania 64% tekstu]
Dostęp do artykułów: