Lewą marsz

A poza tym, kto miałby je realizować – urzędnicy? Kiedy pierwszym kierunkiem uderzenia musiałaby być walka z etatyzmem. Elektorat? Gdy warunkiem równowagi byłoby odejście od państwa socjalnego. A może jakieś segmenty elektoratu? Tylko jakie? Rolnicy żyjący z dopłat, młodzież wychowana bezstresowo w przekonaniu, że życie składa się z przyjemności, nie obowiązków, elity uwięzione w klatce poprawności politycznej, z głową nabitą postępowymi dyrdymałami, media, w których oglądalność dawno zastąpiła instynkt państwowy...

Zatem ciemność widzę. Pogoda na lewicę zapowiada burze.

Czy jest wyjście z sytuacji? Trudno je wypatrzyć nawet specjaliście od historii alternatywnych. Medycyna ludowa mówi, że w takich sytuacjach należy pozostawić pacjenta samemu sobie i organizm w końcu albo sam zwalczy chorobę, albo padnie. Tyle że może oznaczać to lata gnicia, recesji, stagnacji i utraty jakiejkolwiek roli w świecie, którego większość przyjęła zdrowe zasady kapitalizmu. Machiavelli twierdził, że lud potrafi podejmować racjonalne decyzje tylko w sytuacji maksymalnego zagrożenia. Czy trzeba na nie czekać? Na bankructwo całych regionów, szalejącą inflację i krew na ulicach? A i wtedy będą tylko dwa wyjścia – consensus elit w celu oszukania mas albo jakaś forma dyktatury.

Oczywiście jest i trzecia ewentualność, która może zmienić wszystko i przywrócić ludziom właściwą proporcję rzeczy zwykłych i ostatecznych, a której nazwy lepiej byłoby nie wymieniać.

To wojna!
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: