Generał Sosabowski nie wyląduje

Jan Nowak Jeziorański nie zobaczył filmu o swojej misji. Ale opowiedział o nim producentowi, Janowi Ołdakowskiemu. Chodziło o barwną wizję tamtych czasów, o ukazanie skali zagrożeń i wyzwań zrozumiałe dla młodych.

Jeziorański ma przywieźć do Warszawy stanowisko Churchilla i polskiego Londynu w sprawie powstania. Alianci nie pomogą, polscy generałowie się sprzeczają i blokują kuriera. Tu i tam polują na niego niemieccy agenci, szukając szansy na kontakt z AK i akcję przeciw bolszewikom. Ci podchodzą pod Warszawę, przez Most Poniatowskiego wycofują się Niemcy, ale garnizon w stolicy zostaje wzmocniony.

O innym kurierze, który dotarł do USA, opowiedział Sławomir Grünberg w bieda-filmie „Karski i władcy ludzkości”. Na tym tle obraz Pasikowskiego to wystawna realizacja. Wojenny Londyn, okupacyjna Warszawa, a także polska prowincja wyglądają tu wiarygodnie. Jeziorański nie robi z samolotu ratraka jak James Bond, ale jego zabiegi z pozyskaniem furmanki, roweru, z ukryciem się w składzie podmiejskiej ciuchci są też dramatyczne i nie trącą fanfaronadą. Tak samo z walkami w stolicy, ze startem i lądowaniem maszyn (nie makiet), z pirotechniką. „Kobiety Jeziorańskiego” dorównują światowym.

Karski nie został wysłuchany przez obcych; nasi omal nie zabili Jeziorańskiego. Obaj kurierzy unieśli ciężar misji koniecznych i daremnych. Zamiast słuchać o udręczonej Polsce i zbrodniach Niemców, Roosevelt chrzani Karskiemu o koniach. Churchill traci skoczków Sosabowskiego w sknoconej akcji Montgomery’ego Garden Market, byle nie rzucać ich na Warszawę i nie drażnić Sowietów. Zostaliśmy sami, jak zwykle.

„Kurier” Pasikowskiego budzi uznanie dla koronkarskiej roboty i dzielności protagonistów, ale każe nam marzyć o dziele bardziej dla świata przykrym i obraźliwym. Chodzi mi o ten typ szyderstwa, jakie było w „Psach”.


Kurier
Władysław Pasikowski
Polska 2019
[pozostało do przeczytania -3% tekstu]
Dostęp do artykułów: