Czy lubi pani robaki?

„Granica” nie dostała Oscara (w kategorii kostiumy, charakteryzacja), ale tak jak „Zimna wojna” to dobre kino. J.A. Lidqvist, współscenarzysta „Granicy”, napisał już podobny film „Pozwól mi wejść”, o dzieciaku, który zaprzyjaźnia się z wampirzycą. Wzajemnie oboje grają czysto, są samotni i mają świat przeciw sobie. Toteż mimo scen zabójstw stajemy po ich stronie.

Tina, celniczka w przystani promowej, ma twarz potwora, przyjezdnych obwąchuje jak zwierzę. Wyczuje narkotyk, przemycany alkohol, zdemaskuje komórkę z chipem pełnym dziecięcej pornografii. Tina jest wyrzutkiem, nosicielem wady chromosomu, ciąży ku człowieczeństwu, żyje na uboczu, wyzyskiwana przez Rolanda – szemranego współlokatora. To się zmieni, kiedy w komorze celnej zjawi się Vore, istota taka jak ona.

Im też zrazu kibicujemy, niechby odnaleźli wspólnotę, partnerstwo, uczucie. Oglądanie ich, gdy odkrywają swoją cielesność, jest jak podglądanie kopulacji dzikich zwierząt, a i tu gotuje nam film parę niezłych zaskoczeń. Vore zakwestionuje mniemania Tiny o swoim pochodzeniu, zmusi do zdemaskowania fałszywego ojca, którego Tina odwiedza w domu opieki. Dowiedzie jej, że jest ofiarą systemu i powinna dołączyć doń jako mścicielka.

Film przekracza parokrotnie granicę człowieczeństwa. Łamie się także czy sypie gatunkowo. W filmwebie piszą o nim – fantasy, thriller, romans. OK, ale to także rasowa science fiction. Zjawiają się motywy jak z holenderskiego „Borgmana”, w którym szajka zmutowanych ludzi/potworów dokonuje inwazji na przedmieścia. Czyli nie idzie już o empatię, lecz o strach, ostrożność, przeciwdziałanie?

Obraz traci artystycznie na tym wszystkoizmie, reżyser ociera się o śmieszność, o kicz. W finale sięga po środki, dzięki którym mógłby podbijać festiwale filmowej fantastyki i dawać radość fanom kpiącym z ambitnego, wyszukanego kina.

Granica
Ali Abbasi
Dania/Szwecja 2019
[pozostało do przeczytania -3% tekstu]
Dostęp do artykułów: