THE BEETLES, czyli żuki

Dodano: 11/02/2019 - Nr 7 z 13 lutego 2019

Motoryzacja [Mistrz kierownicy ucieka]

VW, znany u nas jako garbus, nazywany jest przez inne narody beetle, czyli żukiem. Nie trzeba specjalnego geniuszu, żeby domyślić się, dlaczego ta nazwa nie przyjęła się w Polsce. My mieliśmy swojego Żuka. Gdy dorastałem, biegając z kolegami po podwórku – a było to w czasach, kiedy jeszcze dzieci biegały naprawdę, a nie sterowały dwoma palcami biegiem swojego wirtualnego awatara – właściciel pobliskiego warzywniaka właśnie Żukiem przywoził ziemniaki, marchew i selery do swojego sklepu. Niewiele samochodów w PRL-u mi się podobało. Lecz Żuk miał w sobie coś. Dziś myślę, że była to surowość pudełkowatego nadwozia zaprojektowanego przez Juliana Kamińskiego, który wymyślił także nazwę auta. Lecz wówczas uważałem, że Żuk doskonale nadaje się, aby stać się pojazdem któregoś z herosów Załogi „G”. Wiem, oni przemieszczali się samolotami, motorami, bolidami F1 lub statkiem powietrznym o nazwie God Phoenix, a nie dostawczakiem. Ale kto nadąży za wyobraźnią dziecka? W każdym
     
22%
pozostało do przeczytania: 78%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze