Oaza w sercu gór. Gdzie w ciszy śpiewają ptaki

Południowo-wschodnie pasmo najmłodszych gór świata stanowi zarazem granicę największej pustyni. Wiodący przez Antyatlas starożytny szlak karawan wykorzystali rządzący tu niegdyś Francuzi do wytyczenia strategicznej drogi znad oceanu w głąb pustyni.


W górach Antyatlasu czuje się już tchnienie niedalekiej pustyni. Krajobraz jest tu iście marsjański – brunatne i rudawe skały straszą gołymi, niczym nieporośniętymi krawędziami. Nie ma tu nawet trawy! Wszędzie tylko goła skała albo żwir. Tylko w dolnych partiach gór jakieś szarawe porosty nieśmiało czepiają się kamienia.

Oczywiście w dolinie rzeki trwa wegetacja. Szlak wiedzie wzdłuż Wadi Dara, jedynego w okolicy niesezonowego rezerwuaru życiodajnej wody. Ale to tylko wąziutkie pasemko bladej zieleni na wszechobecnym rudawym tle – z ośnieżonymi szczytami Atlasu Wysokiego w dalekiej perspektywie.

Podczas jazdy nie można jednak narzekać na monotonię – droga poprowadzona jest z niewielką elewacją, za to góry wyglądają tak, jakby je Pan Bóg podniósł i upuścił, żeby się roztrzaskały. Wąskie i głębokie kaniony dzielą rdzawoszare filary, a że brak tu wiaduktów, na niektórych zakrętach można niemalże zobaczyć tylne światła własnego samochodu. I mimo wszystko żyją tu ludzie! W pobliżu miejsc widokowych zawsze koczuje jakiś Berber proponujący turystom wątpliwego pochodzenia minerały, nieodmiennie skrzące się jaskrawymi barwami. Owi przydrożni handlarze, oferujący rzekome fragmenty lokalnej geografii tudzież geologii, pobudowali sobie coś w rodzaju szop z jedynego dostępnego tu budulca – kamieni – i w sezonie nie schodzą z gór. Czym więc żyją?

Oczywiście zaopatrują ich pobratymcy, ale bez wody w takich warunkach nie mogliby przetrwać. Na szczęście drogę wytyczono wzdłuż pradawnego szlaku karawan, który przebiegał od oazy do oazy. Rzecz charakterystyczna, wszystkie one znajdują się na północnych stokach – południowe wysusza swym oddechem Sahara. Tam gdzie woda,...
[pozostało do przeczytania 53% tekstu]
Dostęp do artykułów: