Test na kondycję Rzeczypospolitej

Prognozowanie kusi przyjęciem założenia, że aktorzy gry międzynarodowej będą się zachowywać racjonalnie – każdy zgodnie ze swym interesem. Historia nie potwierdza jednak tej tezy.

Skala rozpoznania rzeczywistości przez decydentów i przez narody oraz zmienność w czasie rozmaitych nakładających się procesów (czy zdąży się w porę z rozwiązaniem danego problemu czy też nie) utrudniają trafienie z wróżbą. Nie jest jednak tak, że nic nie możemy powiedzieć o przyszłości. Spróbujmy zatem, mimo ryzyka błędu, zastanowić się, co nas czeka w polityce zagranicznej w 2019 r.

Na niespokojnych wodach stosunków międzynarodowych
Rzeczpospolita nie kształtuje w sposób przemożny relacji międzynarodowych. Zanim zatem przejdziemy do rozważań na temat zadań polskiej polityki zagranicznej w 2019 roku, zastanówmy się nad środowiskiem, w jakim przyjdzie jej działać.
Kalendarz wyborczy lub kryzysy rządowe wskazują, że 2019 będzie rokiem wyborów parlamentarnych w Polsce, Belgii, Izraelu i w UE. Ukrainę czekają wybory prezydenckie i parlamentarne, a Litwę i Słowację – prezydenckie. Nie da się wykluczyć wyborów parlamentarnych w Hiszpanii i Wielkiej Brytanii, gdzie wewnętrzne ciśnienie polityczne może doprowadzić do ich przedterminowego rozpisania. Mniej jest to prawdopodobne w RFN, ale powolny proces odchodzenia kanclerz Merkel może zostać przyspieszony w razie spektakularnej klęski CDU/CSU i SPD w wyborach europejskich. Niepopularny rząd ma Rumunia, ale słaba opozycja raczej mu nie zagrozi. We Francji ruch „żółtych kamizelek” raczej nie wymusi szybko dymisji prezydenta Macrona. Możemy jednak prognozować, że nad Sekwaną nie będzie spokoju. Wybory europejskie, o ile ugrupowanie prezydenckie La République en marche poniesie w nich spektakularną klęskę, co jest wysoce prawdopodobne, mogą jednak zdynamizować francuską scenę polityczną, a elity V Republiki, szukając ocalenia, mogą dojść do wniosku o konieczności szybkiego pozbycia...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: