Jak przegraliśmy autostrady

Autostrady były przede wszystkim przedmiotem łupów biznesowych. Samo określenie „partnerstwo publiczno-prywatne” (a w takim systemie budowano wiele odcinków autostrad) budzi najgorsze skojarzenia. Transparency International, w rankingu dotyczącym działań korupcyjnych, oceniło 27 państw UE. Polska bohatersko konkuruje tam z Rumunią o przedostatnie (!) miejsce. Jerzy Polaczek obejmując urząd po ekipie Millera i Belki, zauważył, że wiele kontraktów na budowę i eksploatacje odcinków nie ma nawet zamkniętych ramowych umów określających proporcje ryzyka, jakie bierze na siebie partner publiczny, czyli państwo. W efekcie na kilku autostradach rząd zagwarantował prywatnym partnerom zyski z eksploatacji na okres czterdziestu lat bez względu na wynik.

Wielkie lukratywne kontrakty obsługiwała niewielka grupa słabo opłacanych urzędników. Poziom kompetencji kadr najlepiej ilustruje to, że dyrektor generalny od lat jest tylko pełniącym obowiązki, ponieważ trzykrotnie nie zaliczył egzaminu na urzędnika służby cywilnej. Dyrektora GDDKiA na to newralgiczne stanowisko powołuje premier. W pionie inwestycyjnym w 2005 r. w Dyrekcji pracowało około 100 osób, ze średnią pensją 2500 zł. Nawet kilkakrotnie liczniejszy sztab nie dałby rady obsłużyć tak olbrzymiego frontu robót, a co dopiero skutecznie go kontrolować. Nietrudno też przewidzieć, jak mogą zachowywać się źle opłacani urzędnicy wobec różnych pokus. Wyrok dla dyrektora śląskiego oddziału GDDKiA to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Branża o tym wie i solidarnie milczy.

Posprzątać po poprzednikach

Rechot z nieudaczników z PiS szedł w parze z buńczucznymi deklaracjami wybudowania do piłkarskich mistrzostw 1000 km autostrad i 4000 dróg krajowych. Plan wielokrotnie „urealniano”, co wiązało się ze znikaniem z map całych ciągów dróg krajowych, a obiecane odcinki autostrad wyparowywały lub gwałtownie dostawały skurczu. We wrześniu 2008 r. – po roku rządów Platformy – NIK opublikowała...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: