Rządzą nami marni ludzie

SKOK-i też prezydent wymyślił?

Historia jest bardziej skomplikowana. W 1989 r., kiedy tworzone było biuro Komisji Krajowej Solidarności, Leszek jako wiceprzewodniczący związku odpowiadał za odbudowę Solidarności. Lech Wałęsa odpowiadał za politykę, a struktury Solidarności tworzył Leszek. Powołał mnie wtedy na dyrektora biura kontaktów z organizacjami społecznymi, bo wiedział, że mam relacje z najróżniejszymi środowiskami okołosolidarnościowymi. Mieliśmy wtedy codzienne kontakty. Po kilku miesiącach wysłał mnie z grupą innych młodych ludzi Solidarności na miesiąc do Stanów Zjednoczonych. Mieliśmy promować demokrację w Polsce, opowiadać na różnych spotkaniach, że Polska wychodzi z komunizmu, że potrzebne jest wsparcie USA. To było, jakbyśmy dziś powiedzieli, działanie marketingowe odradzającego się związku. Spotkań było mnóstwo – ze związkowcami, przedsiębiorcami, z przedstawicielami izb gospodarczych czy klubów Rotary. Wróciłem tego wyjazdu z dwoma honorowymi obywatelstwami miast i pomysłami na Kasy. W Kansas City udzieliłem wywiadu miejscowej gazety, który ukazał się na pierwszej stronie. Polska była wtedy w centrum uwagi, dostałem od razu mnóstwo listów i zaproszeń od różnych organizacji. Wieczorem w hotelu siadłem ze skrzynką kopert i wyjąłem na chybił trafił pierwszą. I to był list od pani Betty Karnaghn, która pracowała społecznie w miejscowej radzie dyrektorów Unii Kredytowej. Napisała mi, że uważa, że Solidarność powinna stworzyć w Polsce takie unie kredytowe. Bo służą akumulacji kapitału, pomagają zmobilizować oszczędności krajowe dla rozwoju gospodarki, a przy okazji są strukturą, która jest ruchem społecznym. Jej członkowie są współwłaścicielami kasy, jest to zatem całkowicie demokratyczna organizacja. Podała mi numer telefonu do centralnej unii kredytowej, która znajduje się na przedmieściach Kansas City.

I co – zadzwonił tam Pan?

Było to tak sugestywne, że następnego dnia rano...
[pozostało do przeczytania 87% tekstu]
Dostęp do artykułów: