W polityce nie ma przyjaciół

Mógłbym przeprosić za truizm w tytule, ale w Polsce to ciągle nowość lub co najmniej cykliczne zaskoczenie. Nasza ideowa naiwność nieustannie zderza się z cynizmem politycznym ze strony wrogów i przyjaciół. Daleki jestem od buńczucznych teoretyków, którzy postulują, aby Polska dumnie szła przez świat z własną suwerennością i nie godziła się na żadne kompromisy. Nigdy coś podobnego w historii Polski nie miało miejsca, zawsze musieliśmy szukać sojuszy, a także strategicznego wycofania się na upatrzone pozycje.

Współcześnie wybór mamy niewielki i na trudny sojusz z USA musieliśmy się zdecydować, bo Niemcy nas zjedzą na surowo, a o Rosji szkoda wspominać. Patrząc na politykę realnie, większego „miodu” nie znajdziemy, ale to nie znaczy, że mamy wiecznie wpadać w tę samą pułapkę naiwności. USA to przede wszystkim biznes, łącznie z ich legendarnym poczuciem wolności, które bardziej funkcjonuje w sferze deklaracji niż codziennego życia. Niby wszyscy o tym w Polsce wiedzą, ale znów zostaliśmy zaskoczeni wyczynami ambasador Georgette Mosbacher, która całe życie spędziła w biznesie. Dla Polaków niezrozumiałe jest, jak można bronić „nazistowskiej” szopki TVN, przecież każdy wie, że to było zaplanowane plucie na Polskę. Georgette Mosbacher nie obchodzi, co TVN robi Polsce, Georgette Mosbacher interesuje 30 proc. udziałów Discovery w TVN. Gdyby TVN opluł USA, wtedy mielibyśmy płomienne mowy ambasador, ale opluwanie i skubanie Polski to nie biznes USA. Nie ma sensu apelować o rozwagę w politycznych relacjach i twarde stąpanie po ziemi, w Polsce to nie działa albo działa pół dnia. Czas najwyższy powiesić sobie nad łóżkiem i wkleić na pulpit urządzeń mobilnych jedno zdanie: „W polityce nie ma przyjaciół”.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: