Pojawiła się radość

Dodano: 13/11/2018

Felieton [PostFelieton]

Narkotyki bierze się z niedowładu duszy. W podstawówce słabo mi szło w piłkę, wolałem czytać. W wieku trzynastu lat zacząłem kręcić się wokół hipisów. Nie chcieli się przynajmniej bić po mordach. Zakonnica na religii waliła wszystkich linijką po łapach. Miałem je całe spuchnięte, bo nie mogłem zrozumieć dogmatu o Trójcy Świętej. Matka przepytywała mnie z kazań, więc do kościoła chodziłem na trzy minuty, wiedziałem, o czym ksiądz mówi, i układałem sobie resztę. Małżeństwo rodziców nie było najszczęśliwsze, więc nie zwracali na mnie uwagi. Paliłem papierosy, marihuanę, nosiłem długie włosy. Uciekałem z domu, zamykali mnie na Izbie Dziecka. W końcu dorosłem i zamieszkałem w Krakowie. Piłem, brałem LSD, kokainę. Zarabiałem dużo. Nie cierpiałem facetów w garniturach, chodzenia do kościoła, pucowania pomników na cmentarzu, żeby sąsiedzi widzieli. Zero emocji, przeżycia, ducha… A z drugiej strony ci goście, co siedzieli kwadrans w kwiecie lotosu i krzyczeli o oświeceniu. Ty
     
36%
pozostało do przeczytania: 64%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze