Pojawiła się radość

Narkotyki bierze się z niedowładu duszy. W podstawówce słabo mi szło w piłkę, wolałem czytać. W wieku trzynastu lat zacząłem kręcić się wokół hipisów. Nie chcieli się przynajmniej bić po mordach. Zakonnica na religii waliła wszystkich linijką po łapach. Miałem je całe spuchnięte, bo nie mogłem zrozumieć dogmatu o Trójcy Świętej. Matka przepytywała mnie z kazań, więc do kościoła chodziłem na trzy minuty, wiedziałem, o czym ksiądz mówi, i układałem sobie resztę. Małżeństwo rodziców nie było najszczęśliwsze, więc nie zwracali na mnie uwagi. Paliłem papierosy, marihuanę, nosiłem długie włosy. Uciekałem z domu, zamykali mnie na Izbie Dziecka. W końcu dorosłem i zamieszkałem w Krakowie.
[pozostało do przeczytania 65% tekstu]
Dostęp do artykułów: