My, ludzie z czarnej komedii

Jak głęboko osoby z Zachodu nie rozumieją wschodniej Europy? Znakomity przykład: dziennikarz renomowanego magazynu „Screen Daily” nazwał czarną komedią głęboko bolesny „Donbas”, najnowszy film fabularny Siergieja Łoźnicy. I tym są chyba na ogół tragedie naszej części świata dla ludzi stamtąd.

Łoźnica jest płodnym twórcą. Nie dalej jak rok temu przedstawiłem czytelnikom „Codziennej” jego film dokumentalny „Austerlitz”, poświęcony postrzeganiu zbrodni niemieckich w czasie II wojny światowej przez współczesne hiperkonsumpcyjne społeczeństwa. Obraz wzbudził wiele dyskusji, ponieważ wyraziście uświadamiał zjawisko, które można określić mianem okołoholokaustowej turystyki, jej bezrefleksyjność, zdawkowość i umasowioną pustkę.

Przymknięte oko świata
19 października na ekrany polskich kin wszedł „Donbas”, najnowsze dzieło Łoźnicy. Tym razem reżyser, którego znaczna część twórczości poświęcona jest poradzieckiej antywspólnocie, opowiedział fabularną historię hybrydowej wojny na wschodzie Ukrainy i ujawnił skorumpowaną rzeczywistość „ludowych republik”, marionetkowych „państw”, instalowanych tam z inspiracji Rosji. Pokazał też ludzi, którym po upadku ZSRS obiecywano normalne państwo, a doczekali życia w Noworosji, w świecie fasadowych struktur podpartych bezwzględną rzeczywistością wojenną i wojskową przemocą. Dzisiejsza sztuka oswoiła nas z wszelką przemocą i perwersją – Łoźnica nie ściga się z nikim na hektolitry przelanej krwi, oszczędza widzowi największej brutalności. Ale sposób, w jaki pokazuje okrucieństwo tej wojny nie-wojny, ściska serce. I zmusza do przypomnienia sobie o wielowiekowym cynizmie rosyjskich kłamstw wobec Polski i przemocy, na którą przymykał oko cywilizowany świat.
„Wyobraźcie sobie przedszkole w Doniecku. Niczego nieświadome dzieci bawią się w gorące krzesła. Rozlegają się strzały. Dzieci wraz z przedszkolanką w panice ukrywają się w piwnicy. Klasa pustoszeje. Na niskich szafkach...
[pozostało do przeczytania 65% tekstu]
Dostęp do artykułów: