Gorzka prawicowa naiwność

Każdy byt ma swoje wady, od jednostki, przez naród, aż po ludzkość. Niechętnie mówimy o własnych wadach, ale takie przemilczenia prowadzą do niejednej porażki i tragedii. Prawica, jak wszystko co się po ziemi rusza, ma wady i musi sobie z tego zdawać sprawę, inaczej przestanie się odróżniać od „oświeconej” lewicy.

Jedną z takich wad jest naiwność, która przybiera różne formy, ale dla przejrzystości felietonu zajmę się tylko tą jedną. Całą listę, w konwencji pitawalu, można zbudować z niegdysiejszych bohaterów prawicy. Pierwszy z brzegu Hadacz, dalej „Joanna od krzyża”, kilku nawróconych esbeków, natchniony lider dziwnej fundacji, wreszcie obrotowi politycy i artyści. Gdybym chciał podać pełen alfabetyczny spis, to miałbym zabukowaną robotę do końca roku. Niestety, pomimo tylu porażek wnioski albo nie są wyciągane, albo żyją nie dłużej niż kilka dni. Najnowszą przyjaciółką prawicy miała zostać Grażyna Szapołowska, bo coś rozsądnego wyrwało się jej na temat „Kleru”. Wszystkie prawicowe media rzuciły się z gratulacjami i podziwem dla odwagi seksbomby z PRL-u. Patrzyłem na to z narastającym niepokojem i doskonale wiedziałem, że za chwilę będzie płacz. Nie ma takiej możliwości, aby gwiazdy wyrosłe w Polsce Ludowej z czwartku na piątek przeszły moralną i intelektualną metamorfozę. Wszyscy byli selekcjonowani negatywnie i we krwi mają zapisany kod cynicznego karierowiczostwa. Szapołowska zrobiła sobie taki sam cyniczny rozgłos na „Klerze”, jak Stuhr miał „tu polew”. Myślała, że będzie robić za oryginalną gwiazdę, ale koleżeństwo szybko sprowadziło ją na ziemię i znowu zaczęła grać swoje. Uprzedzałem i uprzedzam nadal, takich akcji będzie wiele i nie ma czym się naiwnie podniecać.   
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: