Egipska gra o prezydenturę

Pełna lista pretendentów miała zostać zatwierdzona przed końcem kwietnia. Niespodziewanie jednak w ostatniej chwili prezydencką stawkę całkowicie przetasował werdykt Naczelnej Komisji Wyborczej, która 14 kwietnia wykluczyła ze startu łącznie 10 kandydatów, w tym dwóch wystawionych przez partie islamskie oraz byłego wiceprezydenta Omara Sulejmana.

Przewlekanie transformacji

Decyzja komisji wzbudziła w Egipcie olbrzymie kontrowersje. Jej skład został bowiem ustalony przez Najwyższą Radę Wojskową, sprawującą tymczasowe rządy od czasu obalenia Hosniego Mubaraka. Natychmiast padły oskarżenia, że wojskowi chcą ukraść ludziom zwycięstwo rewolucji, ingerując w proces wyborczy. Zarzuty te nie są bezpodstawne, gdyż próby rozwodnienia reform Rada podejmuje od początku swojego istnienia.

Rada składa się w całości z najwyższych rangą dowódców egipskiej armii, nominowanych jeszcze przez prezydenta Mubaraka. Działa faktycznie poza konstytucją, a jej celem jest przeprowadzenie demokratycznej transformacji. Równocześnie pokątnie dąży do zachowania jak największych wpływów przez dawną elitę, z której sama się wywodzi. Proces transformacji jest przez nią przewlekany do granic możliwości, by ostudzić społeczne nastroje. Długo odkładane wybory parlamentarne zostały przeprowadzone dopiero w listopadzie, a przedłużyły się aż do końca stycznia. Faktycznie jednak wciąż niewiele zmieniły, gdyż nominacje rządowe oraz urzędnicze pozostały w kompetencjach Najwyższej Rady Wojskowej, która ma je przekazać dopiero nowemu prezydentowi.

Rozgrywki wojska z opozycją

Od półtora roku między wojskiem a opozycją toczy się swoista gra, której celem jest ugruntowanie przez każdą ze stron jak największych wpływów w Egipcie. Gdy tylko armia czuje się dość pewnie, stara się przepychać różne projekty ustaw rozmywających proces demokratyzacji, m.in. mianuje bez porozumienia skład komisji konstytucyjnej albo testuje swoją...
[pozostało do przeczytania 61% tekstu]
Dostęp do artykułów: