Co zablokowało lotki Tu-154?

– Taki punkt mogła wyznaczyć płaszczyzna sygnału radiowego prostopadła do osi pasa startowego, uruchamiająca mikrodetonację odpowiedniej blokady lotek. Mogło to też nastąpić za pośrednictwem autopilota czy przez mechaniczne wydłużenie o kilka centymetrów jednego z tzw. popychaczy układu sterowania poprzecznego samolotem (na schemacie sterowania lotkami Tu-154, zamieszczonym obok, zaznaczyliśmy miejsce typowane przez eksperta, jako miejsce blokady). Lecąc we mgle takiej blokady pilot mógł przez kilka sekund nie zauważyć i prawdopodobnie odczuł dopiero jej skutki: narastającą prędkość opadania samolotu, powolną zmianę kursu i przechylenie na lewe skrzydło. Opisane w raporcie MAK reakcje pilota były adekwatne do właśnie takiej sytuacji: zwiększenie mocy silników i wychylenie steru kierunku w prawo. Blokada lotek nie pozwalała zlikwidować przechyłu, a do wejścia w krążenie potrzebny był wzrost kąta natarcia i siły nośnej wymagający rozwinięcia pełnej mocy silników, co niestety następuje z opóźnieniem ok. 10 sekund, związanym z czasem potrzebnym na zwiększenie obrotów turbin silników – mówi „GP” dr inż. Stefan Bramski.

Zdaniem biegłych, na których powołuje się w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” prokurator Andrzej Seremet, nieprawidłowe działanie lotek nastąpiło po uderzeniu samolotu w brzozę.

Natomiast zdaniem naszego eksperta, blokada nastąpiła wcześniej, gdy samolot zaczął zbaczać – według tej hipotezy właśnie z powodu nagłej blokady lotek ze ścieżki schodzenia – w lewo.

– Jeśli doszło do blokady lotki, było to prawdopodobnie w pobliżu punktu decyzyjnego (tj. na wysokości, na której pilot musi podjąć decyzję, czy ląduje, czy odchodzi na drugi krąg – red.), czasowo zaś – tuż przed komendą „odchodzimy” – wyjaśnia dr inż. Stefan Bramski.

Prokurator Seremet na pytanie dziennikarza „GW”: „Jest teoria, że lotki zostały zablokowane”, odpowiada: „Tak to się możemy przerzucać całe życie”.

Być może blokady lotek nie...
[pozostało do przeczytania 10% tekstu]
Dostęp do artykułów: