Kibicuję Unii Europejskiej

Banałem jest stwierdzenie, że nikt tak nie pracuje na zniechęcenie Polaków do Unii Europejskiej jak sama UE. Banał niekonieczne koresponduje z prawdą i w tym przypadku mamy dość ciekawą korelację, odłożoną w czasie. W tej chwili Polacy wcale nie są zrażeni do „europejskości’, niestety jest dokładnie odwrotnie.

Polacy in gremio entuzjastyczne i nawinie podchodzą do UE. Króluje przekonanie podobne do oceny WOŚP. Ludzie widzą bruk na chodnikach, baseny oraz dopłaty dla rolników i są święcie przekonani, że to „Unia dała”. Naturalnie Unia niczego nie daje, Unia dość skutecznie zabiera na przykład całe gałęzie gospodarki i zarzyna rolnictwo. Przy tym do każdej inwestycji wymagany jest kredyt, a przeciętny zjadacz chleba tego nie wie, że nie da się wyłożyć gotówki, ale trzeba się zadłużyć. Oczy się cieszą, serce wzrusza, rozum śpi, wypisz, wymaluj Owsiak, bez którego wszystkie dzieci by pomarły, i to na podłodze, bo nie byłoby jednego łóżeczka. Dopóki Polak nie poczuje braków we własnej, nie wspólnej kieszeni, to opisane stanowisko będzie obowiązywać. Kiedy nastąpi przełom? Gdy Polak, tak jak Anglik, będzie musiał do Unii dopłacać i w zamian dostanie „uchodźców” na utrzymanie, przed którymi pochowają się wszystkie matki, córki, żony i kochanki. Taki proces właśnie się zaczyna, Merkel i Macron zbudowali dwa budżety, lepszy dla strefy euro, i za karę w gorszym umieścili przeciwników wspólnej waluty i „polityki emigracyjnej”. Polska musiałaby się zgodzić na warunki, jakie odrzuca 80 procent Polaków: euro i „uchodźców”, aby trafić do lepszej części Europy. Z dnia na dzień fatalne zauroczenie nie przerodzi się w zdrowy rozsądek, ale każdy dzień i każda złotówka straty, plus ideologiczna paranoja, zrobią swoje.  
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: