Booker, pierwszy po Bogu

Felieton [A daj pan spokój]

Z wykształcenia jestem socjologiem, ale socjologii nie uważam za naukę. Na pierwszym roku studiów odważny profesor wyjaśnił nam, że największą tajemnicą socjologów jest definicja socjologii. Krótko mówiąc, nikt naprawdę nie wie, kiedy ta paranauka stała się regularną dyscypliną naukową, na co zdecydowanie nie zasługuje. Zgadzam się z profesorską ironią w całej rozciągłości, ale obojętnie czym jest socjologia, przyjęło się, że eksperyment socjologiczny naprawdę istnieje i czasami przybiera formę socjotechniki. Poeksperymentowałem sobie trochę i zadałem publiczne pytanie, co to jest ten cały Booker przyznany Oldze Tokarczuk? Reakcje były do bólu przewidywalne i aby je zrozumieć, trzeba dołożyć odrobinę psychologii. Ludzie robią sobie różne żarty i tak zwane wkręcania, a za szkolnego „suchara” można uznać zaczepkę: „Czy czytałeś najnowszego Mickiewicza?”. Pytanie idiotyczne, ale reakcje jeszcze śmieszniejsze. Zaskoczone koleżanki z LO wytrzeszczały oczy i otwierały buzię
     
59%
pozostało do przeczytania: 41%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze