Żyjemy, mamy rację!

Poza czasem

Było groźnie. A nic nie zapowiadało tragedii. Wyszedłem z mieszkania, zamknąłem drzwi, sprawnie przemieściłem się w kierunku windy. Gdy przyjechała – wszedłem, jak kilka razy dziennie. Nacisnąłem klawisz „0” i… winda ruszyła, zgrzytnęła i stanęła. Opanowałem panikę. Wcisnąłem guzik z intrygującym symbolem dzwonka. Rozległ się dźwięk, a po chwili głos operatora pogotowia dźwigowego. Opisałem sytuację, podałem namiary i zacząłem cierpliwie czekać. W takich sytuacjach instruktorzy survivalu zalecają uspokoić kolejne fale paniki poprzez sprawdzenie swojego stanu posiadania. Więc sprawdziłem. Ponieważ wybierałem się na dyżur w redakcji, byłem przygotowany na najgorsze. Ubrany w trekkingową kurtkę, „taktyczną” koszulę, militarne spodnie i takież buty, mogłem przetrwać kilka godzin w tym trudnym środowisku. W kieszeniach znalazłem cztery komplety kluczy, odmrażacz do zamków, szalokominiarkę, rękawiczki, telefon. Spojrzałem w lustro. Zrobiłem tradycyjne selfie. „O rety!” –
     
34%
pozostało do przeczytania: 66%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze