Od napadu do napadu. Nieprzewidywalna epilepsja

– Żyję w ciągłym napięciu. Nigdy nie wiem, czy kolejny napad będę miała w pracy, czy np. przy dzieciach – mówi pani Anna. Kobieta cierpi na padaczkę lekooporną. Specyfiki podawane jej podczas terapii nie skutkują albo organizm się do nich szybko przyzwyczaja i ataki powracają. Na leki nowej generacji dostępne za granicą jej nie stać.

Pierwsze ataki pojawiły się u pani Anny, kiedy miała pięć lat. – Była to padaczka powypadkowa – wyjaśnia kobieta. Objawy choroby się cofnęły w wieku dorastania. – Cieszyłam się, że jest już po wszystkim – mówi. Niestety, około 30. roku życia objawy powróciły. Obecnie ma 45 lat i dwoje dzieci, 9-letnie bliźniaki.

Choć napady padaczkowe stanowią zazwyczaj zaledwie ułamek życia chorego, to jednak świadomość ryzyka ich wystąpienia, jak i ich skutki wywierają negatywny wpływ na wiele sfer jego życia: społeczną, rodzinną, finansową czy zawodową. Ponadto powszechny brak wiedzy rodzi uprzedzenia i obawy przed osobami z padaczką. Są one stygmatyzowane z powodu choroby i mogą z tego powodu mieć trudności w odnalezieniu się w społeczeństwie.

U pani Anny napady pojawiają się dwa – trzy razy w miesiącu. Nie tylko są niebezpieczne dla niej samej (podczas utraty przytomności może również dojść do poważnych urazów), ale są różnie odbierane przez otoczenie. Bywają powodem przerażenia u dzieci, które są ich świadkami. Na szczęście kobieta znajduje zrozumienie u pracodawców i koleżanek oraz kolegów z pracy. Po latach współpracy wiedzą, jak się zachować i w jaki sposób zareagować w przypadku kolejnego ataku.

Problem jest bardzo poważny. Według danych Narodowego Funduszu Zdrowia aż pół miliona Polaków cierpi na padaczkę. Specjaliści oceniają, że dane te są zawyżone. – Szacujemy, że na epilepsję choruje od 380 do 400 tys. mieszkańców naszego kraju – mówi prof. Joanna Jędrzejczak, neurolog i prezes Polskiego Towarzystwa Epileptologii. Niestety, co trzecia osoba – podobnie jak pani Anna – ma...
[pozostało do przeczytania 61% tekstu]
Dostęp do artykułów: