Sztuka obmowy

Schopenhauer by się uśmiał, widząc, jak rozwinęła się opisywana przez niego sztuka erystyki. W porównaniu z jego czasami, kiedy możliwość prowadzenia sporów ograniczała się do sporu ustnego i pisemnego, elektronika dostarczyła mnóstwa innych możliwości, w których lżony pozostaje na widelcu, a lżący w dyskretnym i bezkarnym cieniu. Sztuka szkalowania uległa w dodatku uproszczeniu.

Dziś, aby kogoś zaatakować, nie szuka się już całych wypowiedzi ani nawet ich fragmentów. Atak na mnie, dorabiający mi gębę antysemity, opierał się na jednym zdaniu z audycji na żywo, w której powiedziałem: „Mówienie o polskich obozach koncentracyjnych jest równie absurdalne jak mówienie o żydowskich obozach zagłady na podstawie, że więźniami byli w nich Żydzi, a niektórzy z nich musieli pracować przy krematoriach”. Ale przecież nikt nie cytował nawet zdania – poszła fama, że Wolski użył sformułowania „żydowskie obozy koncentracyjne”. Jeszcze dalej idącą metodą są „fejk-niusy”. Wyssane z palce informacje, do których należy się odnieść. Przy czym naprawdę dobrej obrony nie ma. Zaprzeczyć – oznacza potraktowanie poważnie. Odmówić komentarza – kula śnieżna toczy się dalej i ogromnieje. Zjawiska te są elementem światowej wojny hybrydowej, w której najsilniejszy gracz potrafi grać równocześnie „za, a nawet przeciw”. Wszyscy się zastanawiają, kogo obstawiały postsowieckie służby podczas kampanii w USA – Clinton czy Trumpa? Ja twierdzę, że oboje. Celem bowiem nie była wygrana kogokolwiek, ale destabilizacja. Podobnie w Polsce, gdzie długie ramię Kremla, choć posiada tradycyjnych przyjaciół na lewicy, obstawia również prawicową ekstremę i wysługuje się niezależnymi, bezkompromisowymi publicystami. A wracając do Schopenhauera – gdyby filozof urodzony w polskim jeszcze Gdańsku żył dziś, zdiagnozowałby, że zwycięzcą w wojnie hybrydowej będzie ten, kto okaże się wyższą inteligencją i utrzyma na wodzy drażnione co dnia nerwy!

 
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: