Czysta pasja a czyste szaleństwo. W kolejce na ośmiotysięcznik

Dodano: 06/02/2018 - Nr 6 z 7 lutego 2018

Społeczeństwo [Himalajska rzeczywistość]

Nie będę ukrywał. To dla mnie trudny tekst. Pisanie tuż po stracie rodaka zaginionego gdzieś tam w okolicach 7200 metrów n.p.m., pozostawionego w lodowej szczelinie, otulonego w śpiwór przyjaciółki, mającego odmrożoną twarz i kończyny, umierającego, nie jest rzeczą prostą. To prawdopodobnie najbardziej medialny temat tej zimy. I pewnie każdy z nas ma zarówno o tej wyprawie, jak i sensowności całego polskiego programu himalaizmu zimowego, swoje zdanie. Ja również. Ale o tym później. Fakty są takie. Tomasz Mackiewicz kochał góry i chciał po nich chodzić. Był w tym niezły. Za trawers ściany Mount Logan w Kanadzie otrzymał nawet Kolosa – najbardziej prestiżową nagrodę w polskim światku podróżniczym. To jednak nie wyczerpało jego marzeń. Śnił o Nanga Parbat. To dla niej przemierzał pół świata aż sześć razy. Za każdym razem na darmo. Za każdym razem poddając się w okolicach wysokości 7200–7400 m n.p.m. Aż nastąpił ten siódmy raz. Skuteczny. Ale ostatni. W Himalaje jeździł
     
17%
pozostało do przeczytania: 83%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze