To dobry czas. Na bieluśkim szlaku

Podróże [Zimowe Tatry]

Na zewnątrz ciemno. Dopiero czwarta nad ranem. Wjeżdżamy na puste ulice Zakopanego. Nad aleją 3 Maja migają jeszcze świąteczne girlandy. O ile na trasie popadywał deszcz, tu nie ma już po nim śladu. Tutaj sypie biały puch. Piaskarki nie zdążyły jeszcze wyjechać. Mkniemy po nieodśnieżonych ulicach. Nie widać nikogo. Ciemne niebo. Białe dachy. Gdzieniegdzie snuje się ulatujący z komina dym. Robi się mistycznie. Skrzypiące o śnieg koła naszego auta wpadają na Drogę Oswalda Balzera. Kończy się światło latarni. Trzeba włączyć długie. Dopiero teraz, pokonując kolejne wspinające się coraz wyżej meandry szosy, widać, że regiel dolny jest przepięknie pokryty białym puchem. Jest nieziemsko. Smugi naszych reflektorów rozświetlają opadające na drogę płatki śniegu. Ślad samochodowego światła zręcznie wędruje po gałęziach mijanych jodeł. W tej chwili uginających się pod ciężarem świeżej, białej pokrywy. Mija piąta. Czas wyjść z bezpiecznego i sympatycznie rozgrzanego auta. Na
22%
pozostało do przeczytania: 78%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gazetapolska.pl

W tym numerze