Grają tak, jak oddychają. Wiejski dżez kapeli Maliszów

To, że gramy, jest dla nas czymś tak naturalnym jak oddychanie. Muzyka w naszym domu była obecna od zawsze – mówią członkowie rodzinnej Kapeli Maliszów. Rozmawia Magdalena Fijołek.

Jak zaczęło się Wasze wspólne muzykowanie? Bo wizję mam taką: siedzicie sobie całą rodziną w tej swojej Męcinie Małej w salonie przy kominku. Kacper wyjmuje skrzypce, Zuzia siada do bębna, włącza się tata Jan i dajecie się ponieść folkowemu jam session...

Kacper Malisz: (śmiech) Tak to wygląda chyba tylko w filmach.
Zuzanna Malisz: To jest sprawa pokoleniowa.
KM: To prawda, u nas muzyka była „od zawsze”. Szczerze mówiąc, nie pamiętam momentu, w którym bym nagle stwierdził: „O, to teraz zaczniemy grać”. Po prostu się grało, a dopóki nie ogarnęliśmy tego do tego stopnia, że można to gdzieś pokazać publicznie, to się nie grało publicznie po prostu. Dla nas to pytanie zwykle jest kłopotliwe, bo to, że gramy, jest dla nas czymś tak naturalnym jak oddychanie. To trochę tak jakby spytać: dlaczego oddychacie? (śmiech)
Jan Malisz: Ja na to pytanie zawsze odpowiadam tak: ojciec grał, dziadek grał, to i ja gram.


Czyli nie macie wyjścia po prostu?
ZM: Tak, zawsze śmieję się, że to takie nasze przeznaczenie.


A dlaczego jest Was tylko troje? Dalsza rodzina nie próbuje do Was dołączyć?
KM: Wujkowie coś tam podgrywają, ale generalnie nasz projekt obejmuje najbliższą rodzinę. Druga sprawa, że nam to chyba po prostu nieźle wychodzi w tym składzie. Bo w dalszej rodzinie owszem, gra się, ale z różnym skutkiem.
JM: To jest tak, że w mojej rodzinie grają bracia, synowie mojego brata również. Grałem kiedyś dużo z bratem w kapelach ludowych. Zawsze chciałem taką rodzinną kapelę założyć – nie udało się to z moimi braćmi, to postanowiłem, że…


…wyżyje się Pan na własnych dzieciach.
JM: (śmiech) Dokładnie.


Panie...
[pozostało do przeczytania 57% tekstu]
Dostęp do artykułów: