Za darmo

Za wszystko, tak naprawdę, płacą najubożsi. Ta tendencja do drenowania najpłytszych kieszeni widoczna jest w licznych „drobiazgach”, które rządzący i najbogatsi mają w najgłębszym poważaniu. Choćby – wkraczając na moje zawodowe podwórko – kwestia opodatkowania darmowych porad prawnych. Świadczenie pomocy prawnej pro bono jest jedną z form dobroczynności. Pomysł na opodatkowanie ich VAT-em po stronie prawnika i podatkiem dochodowym po stronie osoby, która przecież korzysta z darmowej porady dlatego, że nie stać jej na zapłacenie prawnikowi za jego doradztwo, najlepiej obrazuje sposób myślenia i działania obecnej ekipy rządzącej. Żadnemu z dobrze prosperujących radców prawnych lub adwokatów konieczność zapłacenia podatku od usługi, za którą nie zarobił ani grosza, nie sprawi finansowych kłopotów, a wręcz – poza koniecznością dokonania podatkowej sprawozdawczości (specjalny PIT) – nie zostanie zapewne zauważona. Mniej wrażliwi, ale za to bardziej pazerni będą się jednak przed działalnością pro bono wstrzymywać. Zdecydowanie groźniejsze są jednak skutki tego pomysłu Jacka Vincenta dla potencjalnych odbiorców „darmowej” pomocy, skoro otrzymujący ją ubogi musi potraktować niezapłaconą poradę jako swój przychód i zapłacić podatek.

Za wspominanego przeze mnie Peerelu mawiano, że u nas, w Polsce, to za darmo można tylko oberwać po mordzie. Jacek Rostowski sprawił, że dopiero teraz dowcip ten stał się naprawdę aktualny.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: