Zwolniony za Krzyż

W piśmie do komendanta zażądałem, żeby nie angażował strażników miejskich do usuwania zniczy i kwiatów z Krakowskiego Przedmieścia. Podobnie jak ja uważało wielu moich kolegów – zapewnia Jarecki. „W imieniu strażników wnosimy o zaprzestanie wykorzystywania naszej formacji do działań związanych z usuwaniem wiązanek, zniczy i krzyży, które przynoszone są przez obywateli, a następnie składane przed Pałacem Prezydenckim na Krakowskim Przedmieściu jako hołd poległym w katastrofie smoleńskiej” – cytowało przed rokiem treść pisma „Życie Warszawy”. Jarecki nie musiał długo czekać na reakcję przełożonych. Najpierw obniżono mu premię. Z 360 zł do… 4,91.

– Nikt mi nie potrafił wyjaśnić, dlaczego tak drastycznie obniżono tę kwotę. Szczególnie że nikt się nie skarżył na moją pracę. Czułem się szykanowany. Mówiono mi wprost, że nie dadzą mi premii, nagród, nie dostanę awansu, bo należę do złego związku – żali się Jarecki. Po rozmowie ze swoimi bezpośrednimi zwierzchnikami zorientował się, że szykany wobec niego pojawiły się „za krzyż na Krakowskim Przedmieściu”. A decyzję podejmowała „Czerniakowska”, co w żargonie strażników miejskich oznacza ich najwyższe kierownictwo (od adresu jego siedziby). Tymczasem oficjalnie odpowiedziano mu na piśmie, że ta drastyczna obniżka nastąpiła „zgodnie z regulaminem nagradzania”.

13 grudnia 2011 r. przełożeni Jareckiego podjęli decyzję o zwolnieniu funkcjonariusza z pracy. Decyzja uprawomocniła się 27 grudnia. Zwolnienie szefa organizacji związkowej, gdy na to nie wyraża zgody ta organizacja, jest niezgodne z prawem. Jarecki ma prawo do odwołania się od tej decyzji, ale już jako zwolniony z pracy. Ma dużą szansę na wygranie procesu, jednak potrwać on może nawet do trzech lat. – Spłacam kredyty mieszkaniowe. Znalazłem się w bardzo trudnej sytuacji życiowej – mówi zwolniony strażnik.

O sprawę zapytaliśmy w biurze prasowym warszawskiej Straży Miejskiej. Poproszono nas o przesłanie pytań mailem. W lakonicznej...
[pozostało do przeczytania 10% tekstu]
Dostęp do artykułów: