Pluszowi męczennicy z Powszechnego. „Klątwy” ciąg dalszy

Dodano: 28/11/2017 - Nr 48 z 29 listopada 2017

Kultura [Teatr]

Nigdy nie zagram „Inki”! – krzyczy jedna z aktorek. – Nigdy nie podam ręki Jackowi Kurskiemu! – wtóruje jej kolega ze sceny. „Mefisto” w Teatrze Powszechnym to próba zmierzenia się z reperkusjami po „Klątwie” Olivera Frljicia. Aktorzy zbiegają ze sceny i niemal taranując publiczność, zajmują miejsca na widowni. Technicy spuszczają na rampę teatru sześć metalowych, przypominających rusztowania klocków, które układają się w napis „POLSKA”. Pierwszą literę przedstawiono jako symbol Polski Walczącej. – A dlaczego „P” jest na sankach? – pyta jeden z bohaterów spektaklu, a nieśmiała salwa śmiechu przebiega przez salę. – „P” jak piękna – mówi jedna z aktorek, wyraźnie poruszona. Gdy dochodzi do litery „S”, ktoś z widowni głośnym szeptem sufluje: „S” jak Smoleńsk! Zamiast tego z ust aktora pada: „S” jak sądy. „Mefisto” w Teatrze Powszechnym miał szansę stać się ciekawym rozliczeniem z kontrowersjami, jakie wywołała „Klątwa” w reżyserii skandalizującego Olivera Frljicia, a
     
15%
pozostało do przeczytania: 85%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze