Tęcza, Wenecja nad Wisłą i reprywatyzacja. Upadek liderki

Jeszcze w 2012 r. krążyły plotki, że to ona może zastąpić Donalda Tuska na stanowisku szefa PO. Warszawa pod jej rządami stanowiła pokazowy przykład sukcesów Platformy. Dziś Hanna Gronkiewicz-Waltz kojarzona jest raczej z kuriozalna walką o tęczę na placu Zbawiciela, korkami na ulicach etc. A przede wszystkim – z aferą reprywatyzacyjną. Po świetlanej legendzie nie zostało ani śladu.

Lubię Warszawę. Mimo że bilet dzienny normalny kosztuje tu aż 15 zł. Mimo że autobus, który staje pod moim domem, według rozkładu powinien być co piętnaście minut, najczęściej jeździ, jak chce, za to stadnie: 40 minut czekania, po czym przyjeżdżają od razu trzy. – Pani, bo korki – wyjaśnia mi kierowca pojazdu, do którego wsiadam. Lubię Warszawę, mimo że przez lata wyewoluowała ona w twór o bardzo dziwnej urodzie: obok secesyjnych kamienic straszą koszmarki z wielkiej płyty, typowe dla PRL-u, a między nie, wetknięte, wyrastają „szklane domy” – biurowce i nowoczesne apartamentowce.
Jestem dzieckiem czasów transformacji, rocznik ’89. W odczuciu mojego pokolenia HGW jest prezydentem stolicy od zawsze (chociaż historycznie – od 2006 r.). Wszystko wskazuje na to, że epoka „Bufetowej” w stolicy dobiega niechlubnego końca. Na szczęście.

Miał być kraj, skończyło się na Warszawie
Nim jednak HGW została prezydentem stolicy, jej ambicje były zdecydowanie szersze – mało kto pamięta, że w 1995 r. kandydowała na prezydenta Polski. Ostatecznie nie osiągnęła nawet 3 proc. głosów. – Uznałem, że Lech Wałęsa nie ma szans na wygranie z Aleksandrem Kwaśniewskim. I że trzeba szukać kogoś innego – wyjaśnia mi europoseł PiS-u Ryszard Czarnecki, wówczas szef ZChN-u. Tłumaczy, że potrzebował kandydata będącego blisko Kościoła, a Hanna Gronkiewicz-Waltz była wówczas częstym gościem w Radiu Maryja. – Była zorientowana w polityce, ale nie była „za bardzo polityczna”, pełniła funkcję prezesa NBP, więc zakładaliśmy, że zna się na sprawach...
[pozostało do przeczytania 76% tekstu]
Dostęp do artykułów: