Strajk jako wyraz zaufania

Upór protestujących lekarzy nie wynika z postawy roszczeniowej. Domaganie się nakładów na ochronę zdrowia w wysokości 6,8 proc. PKB jest w zasadzie zbieżne z programem rządu i tylko w niewielkim stopniu rozmija się z tym, co zakłada minister Radziwiłł i premier Beata Szydło. Tym szczegółem, o który rozbija się porozumienie, jest tempo zmian.

Protestujący lekarze wiedzą, że podniesienie nakładów z 4,7 proc. do 6,8 proc., czy w wersji łagodniejszej do 6 proc., nie jest możliwe. Dlatego żądają, aby zrealizowac ten postulat w ciągu trzech lat.

Rząd mówi – budżet tego nie wytrzyma. Zrobimy to, ale do roku 2025. Wizja ośmioletniego oczekiwania protestujących nie zadowala, więc wznawiają strajk. Ta niecierpliwość nie jest tylko cechą młodości. Lekarze i przedstawiciele zawodów medycznych widzą przecież, że ten rząd poradził sobie ze złodziejami wyłudzającymi VAT, że zatrzymał kradzież reprywatyzowanych nieruchomości, że wpływy do budżetu są lepsze niż zakładano, a programy społeczne, adresowane do rodzin, dzieci i seniorów, mają zagwarantowane finansowanie. Rząd pokazał, a ludzie zobaczyli, że wreszcie można. Państwo nie musi być z tektury. Może działać skutecznie. Nawet od lat niepłacący alimenciarze wskutek determinacji rządu i kilku prostych rozwiązań zaczynają karnie łożyć na swoje dzieci. Te i wiele innych zmian zachodzących w Polsce są dla protestujących rękojmią, że także ochronę zdrowia – nienaprawialną zdawało się dziedzinę – można naprawić. Niezgoda na ośmioletnią perspektywę zwiększenia nakładów paradoksalnie jest wyrazem zaufania do rządu zjednoczonej prawicy. Mówi to wprost jeden z protestujących. Nie będziemy czekać aż osiem lat. Obecna formacja musiałaby utrzymać się przy władzy aż trzy kadencje, a tego w Polsce nikt nie dokonał. Macherki od kręcenia lodów i ich koledzy pokazali, na co ich stać. Tylko ta władza ma wszystkie cechy, które rokują powodzenie naprawy naszej i pacjentów sytuacji.

 
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: