Nie tylko o uchu!

Olśniewający technicznie „Twój Vincent” jest dziełem w równej mierze artystycznym, co popularyzatorskim. Ponad stu malarzy przez ponad dekadę zamieniało obrazy Van Gogha i sceny aktorskie w tysiące klatek, które złożyły się na półtoragodzinny film. „Prawdziwe” są pierwsze kadry, za ruch odpowiadają mniej doskonałe, no i wtórne „kopie”.

Tak działa magia kina. Niby we śnie lądujemy tu w świecie/światach wielkiego malarza, rozplatamy zawiłości jego życiorysu i dotykamy tajemnicy tragicznego końca, ale nie poznajemy wszystkich odpowiedzi. Zbudowano tę opowieść, startując od liczącego ponad 2 tys. prac dorobku Van Gogha, ale i od korespondencji z ofiarnie wspierającym go bratem Theo, wielokrotnie u nas wznawianej.

Na ekranie charakterystyczne pejzaże, cyprysy, gaje oliwne, antagoniści, pomocnicy, towarzysze życia, lekarze i sprawcy udręki Vincenta. Jak ci ze słynnych obrazów „Portret doktora Gacheta, „Autoportret”, „Listonosz”, „Nocna kawiarnia”, „Gwiaździsta noc”. Wszystko to staje się częścią pełnej suspensu opowieści o artyście niezrozumianym, wymagającym pomocy, targanym kompleksami i wątpliwościami, ale świadomym rangi swojej pracy. To jednocześnie traktat o sztuce i film kryminalny. Dramat – społeczny, miłosny?

Nakładanie malowanych skinów na zdjęcia aktorskie nie jest nowością. Ekranizacja Dicka „Przez ciemne zwierciadło”, oscarowy „Walc z Baszirem” to słusznie głośne podobne dokonania. „Twój Vincent” animuje świat artysty predestynowanego do takiego zabiegu z racji powszechnie rozpoznawalnej „wibrującej kreski” i awanturniczego życiorysu. Kino zajęło się też Edwardem Hopperem, tu technicznym kluczem była fotograficzność obrazów. Takie działania oswajają publiczność z dziełami mistrzów, ale też je banalizują. Widać w sieci takie opinie, one też powinny być wysłuchane.


TWÓJ VINCENT
Dorota Kobiela / Hugh Welchman
Polska / Wielka Brytania 2017
[pozostało do przeczytania -3% tekstu]
Dostęp do artykułów: