„Kino to nie tylko rozrywka” Historie oparte na faktach

Lubię, gdy w widzach dokonuje się jakiś proces, gdy sami dochodzą do własnych wniosków – mówi Patryk Vega, reżyser premierowego „Botoksu”.


Napisał Pan na Facebooku, że Pana ostatni film „rozszerza światło w świecie ogarniętym ciemnością”. Z czego wypłynęło to Pana nagłe opowiedzenie się po „jasnej stronie”?
Znalazłem się w takim momencie, w którym uświadomiłem sobie, jaką mocą dysponuję poprzez moje filmy. Zrozumiałem, jaką odpowiedzialność niesie ze sobą fakt, że ogląda je nawet 10 mln osób. Dotarło do mnie, że kino to nie tylko rozrywka i że mogę dzięki niemu przekazać istotne wartości.

Rozumiem, że po nakręceniu tak ostro antyaborcyjnego filmu nie wybiera się Pan na żaden „czarny protest”?
Jestem katolikiem i kwestia aborcji jest dla mnie czytelna. Nigdy nie chciałem jej w moim życiu. Nigdy bym na nią nie pozwolił. Dlatego nie pojawiłem się na „czarnym marszu”, choć z drugiej strony uważam, że kobiety są naprawdę dyskryminowane w swoich zawodach. Uważam, że aktywność polegająca na artykułowaniu samych tych praw jest w porządku.

„Botoks” spotkał się z ogromnym atakiem ze strony niemal wszystkich mainstreamowych mediów. Spodziewał się Pan takiej reakcji?
Zupełnie mnie to nie zaskoczyło. Nastawiałem się na dużo gorsze sytuacje, takie jak protesty na ulicach, blokady seansów w kinie. Mam świadomość, że takiego precedensu dawno w polskim kinie nie było. Szczególnie teraz, przy tak bardzo spolaryzowanym społeczeństwie. Wiedziałem, że ta polaryzacja będzie tym większa, im większym sukcesem frekwencyjnym okaże się ten film. To rozpoczęło się już przy „Pitbullu” i „Pitbullu. Nowe Porządki”. Teraz jednak ten proces przekracza wszystkie granice. Ten „hejt” wydaje mi się czymś oczywistym w sytuacji, kiedy podejmuje się temat, który dotyka bardzo wielu.

Recenzenci reagują alergicznie głównie na opisanie przez Pana realiów, w jakich...
[pozostało do przeczytania 33% tekstu]
Dostęp do artykułów: