Do lasu, marsz!

Kulinaria [Grzybobranie]

Prawdziwi grzybiarze wstają wczesnym rankiem, by przed innymi dotrzeć w „swoje miejsca”. I przynoszą do domu kosze kurek, podgrzybków, borowików, gąsek... Z grzybami jest tak, że trudno odpowiedzieć, czy większa radość je zbierać, czy jeść. Oczywiście zrozumie to tylko ten, kto chodząc po lesie, poznał smak tej szczęśliwej chwili, gdy w końcu pośród mchu uda mu się wypatrzyć bursztynowy kapelusz. Zamiłowanie do zbierania grzybów sięga najdawniejszych czasów. W niektórych starożytnych kulturach te skarby runa leśnego uważano za święte. W Ameryce Łacińskiej znaleziono posąg grzyba liczący 10 tys. lat. W antycznej Mezopotamii przysmakiem były borowiki, pieczarki i kanie. Rzymianie przepadali za truflą czarną i (jadalnym!) muchomorem cesarskim. Potrawy z grzybów uważano za dania wykwintne, podawano je w drogocennych naczyniach, a do krojenia używano specjalnych bursztynowych noży. Również w dawnych książkach kuchni polskiej znajdziemy mnóstwo przepisów na dania z kani,
     
24%
pozostało do przeczytania: 76%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze