Do lasu, marsz!

Prawdziwi grzybiarze wstają wczesnym rankiem, by przed innymi dotrzeć w „swoje miejsca”. I przynoszą do domu kosze kurek, podgrzybków, borowików, gąsek...

Z grzybami jest tak, że trudno odpowiedzieć, czy większa radość je zbierać, czy jeść. Oczywiście zrozumie to tylko ten, kto chodząc po lesie, poznał smak tej szczęśliwej chwili, gdy w końcu pośród mchu uda mu się wypatrzyć bursztynowy kapelusz.

Zamiłowanie do zbierania grzybów sięga najdawniejszych czasów. W niektórych starożytnych kulturach te skarby runa leśnego uważano za święte. W Ameryce Łacińskiej znaleziono posąg grzyba liczący 10 tys. lat. W antycznej Mezopotamii przysmakiem były borowiki, pieczarki i kanie. Rzymianie przepadali za truflą czarną i (jadalnym!) muchomorem cesarskim. Potrawy z grzybów uważano za dania wykwintne, podawano je w drogocennych naczyniach, a do krojenia używano specjalnych bursztynowych noży. Również w dawnych książkach kuchni polskiej znajdziemy mnóstwo przepisów na dania z kani, zajączków kozaków, opieńków, gąsek i oczywiście borowików. Ale nasi przodkowie cenili grzyby nie tylko jako pożywienie. Wykorzystywali je w medycynie ludowej, do odstraszania owadów, a także do przepowiadania pogody – mówiono na przykład, że dużo grzybów latem i jesienią zapowiada wielkie śniegi i mrozy w zimie.

Dziś nikt nie smaruje osi kół u wozów śluzem z maślaków, ale zamiłowanie do potraw z grzybami wciąż w nas pozostało. Bo kto oprze się świeżym rydzom podsmażonym na maśle czy odmówi marynowanego prawdziwka do pasztetu? Grzyby świeże, suszone, solone lub marynowane. Znajdziemy je wszystkie na sklepowych półkach, ale może warto w weekendowy poranek założyć kalosze i wybrać się do lasu w poszukiwaniu borowików do wigilijnego barszczu? A jeśli nawet nie przyniesiemy do domu koszy pełnych grzybów, to zawsze pozostaje przyjemność z wędrowania po lesie.


Czy wiesz, że…
Przyzwyczailiśmy się myśleć o grzybach jak o roślinach,...
[pozostało do przeczytania 49% tekstu]
Dostęp do artykułów: